środa, 29 lipca 2015

Historia Alex'a .4.

Nie mogłem oderwać wzroku od płonącego sierocińca. Staliśmy tam już prawie godzinę, a ja nadal nie mogłem się poruszyć.
- Alex, chodź stąd - Grimmir wyraźnie się o mnie martwił. Jego głos był spokojny, ale wewnątrz na pewno zostały resztki szoku.
- Proszę Cię, rusz się stą...
- Gdzie mam niby iść!? Przecież nic nie mam... - Nie myślałem logicznie, prawdę mówiąc byłem załamany.
- Pomyśl, znasz imię matki i wiesz, że jest członkiem Rady, więc co możesz zrobić? - gryf mną mocno potrząsnął.
- Mogę ją odnaleźć - powiedziałem cicho - Ja naprawdę mogę ją odnaleźć! - dopiero teraz zaczęło do mnie docierać co stało się przed pożarem, czy raczej podpaleniu.
- Grimmir? Pójdziesz ze mną? - to była słabość. Gryf patrzył na mnie przez chwilę. Po czym przemówił.
-Nie wierzę, że to zaproponowałeś - byłem czerwony na twarzy - Myślałem, że będę musiał Cię błagać o pozwolenie.
Szczerzył się, a mnie naszła ochota na przywalenie mu w dziob. Jednak z doświadczenia wiem, że mnie bardziej by zabolało.
- Więc najpierw musimy wyjść z lasu, później trzeba będzie przejść przez Wielkie Pustkowie, dalej główną drogą przez góry, Kraina Tysiąca Jezior i wzdłuż rzeki Łzy.
Oczy mojego przyjaciela były ogromne i cały czas się na mnie gapił jakby wyrosła mi druga głowa. Dziwne uczucie.
- Skąd...? Skąd Ty to wiesz? - w jego głosie było niedowierzanie - Mówiłeś, że nigdy nie byłeś dalej jak w lesie koło sierocińca. Więc skąd?
- Theo miał mapę Arnoru. Nauczyłem się jej na pamięć - uśmiechnąłem się do niego psotnie.
- Dlaczego nic mi oo niej nie powiedziałeś?!
- Bo Theo nie wiedział, że o niej wiem.
- CO?!
- Nic takiego. Idziemy? - jedna rozmowa, a jak potrafi poprawić humor. Ostatni raz spojrzałem na dogasające zgliszcza sierocińca. I ruszyłem w stronę lasu. Ta wyprawa nie została przemyślana i nie mieliśmy nic oprócz mojego ubrania (Grimmir jak zawsze był nagi, uważał, że pióra mu wystarczają - nienawidzę go za to) i kilku srebrnych monet.

                                                                               * * *

Szliśmy już bardzo długo, a las wyraźnie nie zamierzał się kończyć. Wszędzie były ogromne drzewa i krzaki sięgające mi do pasa. Gryf nie wydawał się zdziwiony tym, że las tylko troszkę się przerzedził. Szedł przodem torując mi drogę.
- Grimmir? Jest już późno. Poszukajmy miejsca na nocleg.
- Myślę nad tym już od jakiegoś czasu. Może chodźmy jeszcze kawałek jak nie znajdziemy żadnej jaskini czy miejsca chodź częściowo ukrytego to...
- To będziemy spać na albo pod drzewem - przerwałem mu. Doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. Skinął głową. Czyli się ze mną zgadzał - nowość. Szliśmy jeszcze około godziny. Mój przyjaciel wyglądał na zrezygnowanego. Ja sam miałem powoli tego dosyć.
- Spójrz! Czy tam nie stoi jakaś chatka? - Grimmir spojrzał we wskazanym przeze mnie kierunku.
- Tak, chyba tak! - na jego twarzy wykwitł uśmiech - Spostrzegawczy jesteś.
- Dzięki, ale koniec słodzenia. Idziemy! - byłem naprawdę z siebie zadowolony. Z bliska widać było, jaka jest niewielka. Prawdopodobnie należy lub należała do drwala.
- Mamy zapukać? - spytał podenerwowany gryf. W końcu byliśmy Dziećmi Nocy i żaden człowiek nie udzieliłby nam schronienia nie narażając się na gniew króla Soraka.
- Myślę, że tak - wahałem się przez chwilę - Lepiej będzie jak ja to zrobię, a Ty staniesz trochę z boku, wyglądam normalniej.
Mówiąc to uśmiechnąłem się do niego. Spojrzał na mnie lekko urażony. Zapukałem do drzwi drewnianego domku. Staliśmy przez chwilę, ale nikt nie odpowiadał. Zerknąłem na Grimmira.
- Wchodzimy? - zapytałem.
- Tak, od dawna może tu nikt nie mieszkać.
Powoli uchyliłem drzwi i wyszedłem do środka. Znalazłem się w niewielkim pokoju z którego praktycznie składała się cała chatka. Nie wydawała się opuszczona. Tylko trochę zaniedbana. Wszędzie był kurz, na podłodze, na jedynym krześle, na szafie i na łóżku w kącie pokoju.
Były jeszcze drzwi, ktorych na początku nie zauważyłem. Podszedłem aby je otworzyć. Zrobiłem to powoli, a one upiornie zaskrzypiały. Pomieszczenie było malutkie i wyraźnie służyło za miejsce do mycia (łazienką bym tego nie nazwał) stał tam taborecik i duża misa na wodę na ścianie wisiał haczyk prawdopodobnie na ubranie lub ręcznik. Jedzenia tu na pewno nie znajdziemy. Po cichu na to liczyłem, przecież bez niego długo nie pożyjemy. Właśnie miałem wyjść, gdy usłyszałem cichy pisk. Obróciłem się gwałtownie. Nic się nie zmieniło. Więc skąd...?
Po chwili namysłu zbliżyłem się do miski. Leżała w niej lisica. Martwa lisica. Zamrugałem. Martwe zwierzęta nie piszczą. Koło niej, a właściwie prawie pod leżało lisie szczenie. Maleńkie i całe białe. Wysunęło pyszczek i cicho zapiszczało wybijając we mnie swoje czarne oczka. Było przesłodkie. Ukucnąłem niedaleko miski i wyciągałem rękę do lisiątka. Ono przybliżyło się i pozwoliło pogłaskać. Mimowolnie się uśmiechnąłem i poniosłem je.
- Grimmir! Pacz co znalazłem! - ruszyłem w jego stronę.
- To lis - w jego głosie było zdziwienie - nie zamierzasz chyba tego zatrzymać, prawda?
- A dlaczego nie? - zaskoczył mnie.
- Czym to nakarmisz? My nie mamy co jeść, a to będzie tylko przeszkadzać.
Mój lis spojrzał na niego przekrzywiając łepek.
- Wyrzuć to - powiedział gryf.
- Nie ma mowy, jest mój.
Z nowym zwierzakiem w ramionach, ruszyłem do szafy, chciałem sprawdzić co w niej jest. Grimmir palił mi spojrzeniem plecy. Otworzyłem drzwi i moim oczom ukazała się peleryna podróżna. Położyłem lisa na ziemi i wyjąłem ją. Była czarna i miała ogromny jak dla mnie kaptur. Zarzuciłem ją na ramiona i okazało się, że jest tylko troszeczkę za długa.
- Powinieneś ją wziąć. Jak tak stoisz to nawet błon u palów ci nie widać.
- Myślę, że to dobry pomysł. I zostańmy tutaj na noc. Nie ma sensu iść dalej.
Przez chwilę staliśmy patrząc na pokój. Było tylko jedno łóżko i do tego bardzo wąskie. Gryf nawet jakby się skulił to by się na nim nie zmieścił.
Gryf nawet jakby się skulił to by się na nim nie zmieścił.
- Prześpię się na podłodze - powiedział Grimmir.
- Możesz spać na krześle - odpowiedziałem bardzo cicho, podnosząc lisa z podłogi.
- Nie musisz się o mnie martwić.
- Nie martwię się o ciebie - zabrzmiało ostrzej niż zamierzałem. Położyłem się na łóżku, a moje zwierzątko się we mnie wtuliło. Gryf postanowił mnie posłuchać i zajął krzesło. Zasnąłem bardzo szybko.
~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Zuzanna "Shinigami"
Lis:
Biały lis :D 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy