środa, 29 lipca 2015

Historia Kasanny .3.

   Gbur szedł kilka metrów przede mną. Po tym jak powiedział, że zwykle kobiety wstydzą się chodzić bez niczego po przemianie to mimowolnie zaczęłam się zasłaniać. Niby nic nie widać, wszystko schowane pod grubą warstwą sierści... Ale i tak w drodze powrotnej po moje ubrania, byłam zdenerwowana i zażenowana.
    Rhego zapowiedział, że będziemy iść w ludzkich postaciach, więc kazałam mu się odwrócić i zaczęłam zakładać na swoje ludzkie ciało poszczególne części garderoby. Naciągnęłam czarne spodnie, przepaskę, koszulę i pas. Płaszcz przerzuciłam przez ramię, a suknię przymocowałam do jednej z przegródek na sztylety. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się ponownie.
    - Jakbym Ci zmodyfikował tą przepaskę, to mogłabyś ją nosić po przemianie. Z sukni można zrobić niezłą osłonę na...
   - Nie kończ, bo wizja dźwigania mnie na rękach aż po front wejdzie w życie.
   - Jaka nieśmiała... Mogę się już odwrócić?
   - Nie, mam zamiar spędzić w tym ułożeniu całą drogę. Ja będę iść za tobą i udawać, że cię nie znam, a ty zrobisz to samo i mnie zignorujesz. Odstęp mili ci odpowiada?
   Kotołak spojrzał na mnie spode łba i już myślałam, że znów przygwoździ mnie do ziemi, gdy zaczął powoli wycofywać przemianę. Sierść znikała, ukazując niezasłonięte ciało. kości pękały i znów się zrastały, zaczął się zmniejszać, ale nie na tyle, by się ze mną zrównać. Wciąż pozostawał wyższy o głowę. jednak zmiana rozmiaru i objętości ciała przy jego dopasowanym ubiorze... On oczywiście nic sobie z tego nie robił, po prostu zacisną sprzączki na boku przepaski, żeby nie spadła. Świetnie, ja dostaje wykłady o wstydzie, a on świeci golizną na wszystkie strony i nikomu ma to nie przeszkadzać, tak?!
   - Jesteś bezczelny - fuknęłam i obróciłam się napięcie - powinnam cie po prostu zabić i iść tam sama. Nie potrzebuje twojego towarzystwa ekshibicjonisto...
   - Poczułem się zraniony... A nie, to tylko burczenie w moim brzuchu...
   - Jesteś bezczelny! - powtórzyłam, karcąc się za to w duchu.
   Nie czekając aż on dokończy się ubierać, zaczęłam iść na zachód.
   Zaszłam nawet daleko, już widziałam prześwit wolnej przestrzeni za lasem. Nie było mi jednak dane do niej dojść, bowiem Gbur już się odział i stwierdził, że moje znaczne wyprzedzenie jest próbą ucieczki.
    - Jak już mówiłem, uciekania nie ma. - Chwycił mnie w pasie i zarzucił sobie na ramię jak upolowaną zwierzynę.
    Zaczęłam wierzgać i krzyczeć, biłam go pięściami, gryzłam, ale on pozostawał nieugięty. Szedł niewzruszony, pokonując milę za milą. Pierwszego dnia przeszliśmy w ten sposób jedną dziesiątą trasy. Zatrzymaliśmy się dopiero wieczorem, by gbur mógł coś zjeść i odpocząć. Ja oczywiście zwijałam się na ziemi z bólu- przez cały dzień jego ramię wbijało mi się w brzuch, przez kilka godzin wisiałam głową do dołu i na dodatek- bym nie uciekła- trzymał mnie za nogi swoimi wielkimi łapskami, więc miałam siniaki na łydkach... Ona zaś nie wyglądał najgorzej, przez chwilę masował sobie lewe ramię i rozciągną się na ziemi. Bez rozpalania żadnego ogniska, zasnął pod gołym niebem.
   Co za palant.
   Poszłam do lasu i nazbierałam suchych gałęzi, nie miałam zamiaru marznąć tak jak on.
   Rozpaliłam ogień za pomocą krzemieni, które znalazłam w jego tobołku i przez chwilę grzałam się przy płomieniach, rozmasowując zdrętwiałe ciało.
   Ssanie w żołądku i poburkiwanie nie pomagało mi się odprężyć. Postanowiłam zapolować. Najlepiej jakbym złapała zająca, szybko się piecze i ma delikatne mięso, które wręcz rozpływa się w... Stop! Jestem zbyt głodna by o tym myśleć!
    Poderwałam się z ziemi i zaczęłam zdejmować niemal wszystkie ubrania, zostawiając tylko przepaskę, w której poluzowałam rzemień, by nie rozerwała się po przemianie. Skupiłam się na rozprowadzeniu daru po całym ciele, w jednej chwili porosła mnie delikatna sierść, kości się wydłużyły i pogrubiły, szczęka zmieniła ułożenie, a kręgosłup wygiął się nienaturalnie przy stwarzaniu ogona. Wbrew pozorom przemiana nie bolała, towarzyszył jej trzask i chrzęst łamanych kości, mlaskanie i rwanie mięsa oraz skóry... Ale o dziwo, przy całym tym makabrycznym procesie, można było poczuć jedynie łaskotanie u nasady karku.
   Kilka sekund później otworzyłam oczy i zobaczyłam świat, tak, jak widzą go łowcy. W lesie grasowało wiele zwierząt, niechybnie wiatr już zaniósł im wiadomość w postaci zapachu mojej sierści. Każda zwierzyna wie, że pojawił się łowca.
    Czas na łowy.

                                                                         *****

    Krew smakowała przecudnie, ciepły płyn ściekał mi po brodzie, gdy wbijałam się zębami w gardło sarny. Nie był to wprawdzie zając, ale mięsa starczy na więcej dni. ostatnie spazmy wstrząsnęły zwierzęciem i światło uciekło z jego ciała. Martwe truchło zarzuciłam na ramię i wróciłam do obozu truchtem.
   Rhego gdzieś zniknął, miejsce w którym spał wciąż wyglądało na ciepłe, ale samego źródła ciepła nigdzie nie widziałam.
   Zrzuciłam sarnę na ziemię i wypatroszyłam ją szybko. Resztę dokończę, gdy odnajdę tego gbura. Najpierw uważnie obejrzałam obrzeże lasu, nikogo na nim nie było. Szlag, szlag, szlag, tylko same problemy!!!
   Pobiegłam niewyraźnym tropem, kilka złamanych gałązek, od czasu do czasu wgniecenie w ziemi i była szansa, że go znajdę. Szłam na czterech łapach, rezygnując z wygody, na rzecz praktyczności. Właśnie w ten sposób trafiłam na zapach, którego się tu nie spodziewałam.
   - Cholera jasna, ludzie. - zaklęłam głośno w duchu i poderwałam się na dwie łapy.
   Porwali go?
   Tego wielkoluda?
   JAK?!
   Pełna negatywnych myśli biegłam tropem ludzkiego zapachu. W końcu zobaczyłam inne ognisko, małe, schowane między drzewami. Dookoła niego kłębiło się kilku uzbrojonych wojskowych, wyglądali jakby z czymś się siłowali- zapewne z Rhego...
   Najciszej jak potrafiłam, zaczęłam się skradać w ich kierunku. Pewnie nie spodziewali się mojego przybycia, właśnie byli w trakcie zakładania na mojego towarzysza srebrnej maski. Jego ludzkie ciało szczelnie opleciono łańcuchem- zapewne wykonanym ze srebra- na dłoniach miał zapięte grube kajdany. Świetnie. Jest bezbronny. Trzeba było nie spać tak beztrosko pod gołym niebem po tym przedstawieniu jakie odstawił. Pewnie zwróciliśmy na siebie uwagę naszym zachowaniem...
   Nie miałam przy sobie żadnej broni, poza kłami i pazurami. Na dodatek byłam tylko w przepasce. I jeszcze całą sierść mam w krwi! Nosz ku*wa!
   Ugięłam kolana i wykonałam miękki skok na najbliższe drzewo. W porę wysunięte pazury wbiły się w miękką korę, a ja mogłam się spokojnie wspiąć wyżej. przeskakiwałam z drzewa na drzewo aż znalazłam się tuż nad ich obozowiskiem. Sprawdziłam który z nich ma klucze do kajdan i maski. O, ten! zerwałam szyszkę wiszącą obok mojej twarzy i rzuciłam nią pod jego nogi.
   Jak to każdy człowiek.
   Schylił się po nią.
   Wtedy skoczyłam na niego, przygniatając klucznika całym swoim cielskiem. reszta oddziału zastygła w bezruchu, miałam wystarczająco czasu, by przeorać mu gardło i zabrać klucze. Konający człowiek charczał panicznie jak zarzynane zwierze- kopnęłam go z całej siły i posłałam jego ciało poza obręb światła jakie dawało ognisko.
   Reszta drużyny nagle się ocknęła, sięgnęli do kieszeni po woreczki ze sproszkowanym srebrem i berylem. Zaczęli mnie otaczać, myśląc że w ten sposób choć jeden z nich mnie trafi i padnę z bólu.
    - No śmiało, i tak już udowodniliście na co was stać, porwać takiego bydlaka, no, no, no niemal was podziwiam. - zaśmiałam się głośno i stanęłam w takiej pozycji, jakbym miała skoczyć do góry, oczywiście wszyscy również ugięli kolana i spojrzeli na przestrzeń ponad mną, dzięki czemu mogłam wykorzystać moment ich nieuwagi.
   Przeturlałam się do przodu, wyrywając najbliższemu z napastników rzepki z kolan. Nieszczęśnik wrzasnął dziko i upadł na ziemię- jednego mam z głowy. Skoczyłam na drzewo i odbiłam się od jego pnia, chwytając dwóch następnych wojowników za głowy. Wbiłam im pazury w czaszki i przybiłam ich do ziemi, miażdżąc delikatną osłonę mózgu. Został tylko jeden. Zaczęłam szukać go wzrokiem, podświetlona jednostka stała za mną i mierzyła do mnie z kuszy.
   Wciągnęłam powietrze ze świstem- Grot jest z berylu! Cholera! - Zdążyłam tylko lekko się przesunąć, nim strzała wystrzeliła prosto we mnie.
   Siła z jaką oberwałam odrzuciła mnie do tylu. Upadłam na plecy i jęknęłam cicho. Na razie nie czułam bólu- cieszyłam się z tego, bowiem wiedziałam, jak wielkie katusze będę przeżywać później.
   Nie miałam czasu na odpoczynek. Stękając podniosłam się z ziemi i złamałam bełt by mi nie przeszkadzał. Spojrzałam na kusznika z nienawiścią i rzuciłam się prosto na jego odsłonięte gardło. Zacisnęłam zęby na jego krtani i wyrwałam ją, przy akompaniamencie wrzasków człowieka, którego pozbawiłam rzepek. Upuściłam ciało, którym targały przedśmiertne konwulsje i splunęłam siarczyście na jego wykrzywiona w grymasie bólu twarz. Miałam serdecznie dość żołnierzy Soraka, Łowców i innych śmieci, które bez powodu nas mordują.
   Niech poczują strach. Dźgnęli patykiem nie tego potwora co trzeba.
                                                                         
                                                                    ******

   Podeszłam do Rhego i uwolniłam go z łańcuchów, kajdan i maski. Wyglądał jak siedem nieszczęść, ochlapany krwią i z wyraźnymi śladami pobicia prezentował się o wiele marniej, niż kilka godzin temu.
   - Jak to się stało, że dałeś się takiej małej grupce ludzi?
   - Oni... Boże, posypali mnie srebrem jak kaczkę solą! W jaki sposób podeszli tak cicho?!
   - W ludzkiej postaci jesteśmy słabsi, mamy mniej wyczulone zmysły, nie zapominaj o...
   Zemdlałam. Ostatnie co usłyszałam, nim pochłonęła mnie czerwona płachta bólu, było moje imię, wymówione przez Rhego.
~~~~~~~~~~~~~~~`
Autorka: Katarzyna Zduniak :D
Kasanna i Rhego jako ludzie:

Kasanna
Rhego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy