Była to jedna z cieplejszych nocy lata. Spokojny, słaby niczym starzec wiatr, kołysał szmaragdowe liście drzew. Między nimi stała mała drewniana chatka. W oknach można było dostrzec tańczące płomyki świec.
- Verian? - zapytała złotowłosa Elfka w szarozielonej sukni. - Jest taka piękna noc, rok temu, gdy cię poznałam wspomniałeś, że pewnej letniej nocy opowiesz mi coś o sobie, że dasz się poznać...
- Doprawdy Lonneano, twoja pamięć mnie zaskakuję - odpowiedział mężczyzna, składając usta w uśmiech, obnażając jednocześnie swoje białe jak lodowe góry zębiska- Masz rację... dziś jest idealna noc byś poznała moją historię Złotowłosa. To, że jestem Wilkołakiem, zdradzają moje oczy. Moi rodzice też byli wilkołakami, niestety....byli. Ojciec pracował jako medyk. To on nauczył mnie wszystkiego co potrzebne do przetrwania, matka zaś uwielbiała pisać, była poetką. Przedstawiła mi inny świat, bez zmartwień. Żyliśmy szczęśliwie, ludzie w wiosce nie obawiali się nas, nie byliśmy groźni. Odkąd tylko pamiętam Vergrad- bo tak nazywał się mój ojciec- uczył mnie używać mocy. Ćwiczył ze mną przemiany, oboje polowaliśmy i tropiliśmy zwierzynę w lesie, pod postacią Wilkołaków. Nasze sielskie życie skończyło się, gdy miałem dwanaście lat. Rozpoczęła się czystka Dzieci Nocy. Gdy żołnierze Soraka wkroczyli do wioski, szybko się o tym dowiedzieliśmy. Oprócz nas, Wilkołaków, w wiosce mieszkały dwie Rusałki. Były zielarkami i pomagały chorym ludziom wraz z moim ojcem- to one nas ostrzegły.
Za oknem słyszeliśmy krzyki, żołnierze byli coraz bliżej domu, ludzie próbowali ich zatrzymać, mówiąc, że w wiosce nie ma dzieci nocy. Chcąc nas ochronić tracili życie. Vergrad i Lily, ach Lily... cudowne jest twe imię... ojciec zawsze to powtarzał, postanowili zostać by pomóc rannym, mnie zaś kazali iść z Drien i jej młodszą siostrą Viern. Jedyne co ze sobą wziąłem to plecak z księgą ojca, o wszystkich znanych mu chorobach. Dzięki niej wyleczył wiele ludzi. Matka zawsze powtarzała "Nadzieja umiera ostatnia" więc wciąż mam nadzieję, że żyją, że udało im się uciec... Trzy dni po ataku na wioskę wróciłem z Drien i Viern, by sprawdzić czy ktokolwiek przeżył.... Cała wioska była spalona... Ludzie ponabijani na pale wystające z ziemi... Nigdzie nie było moich rodziców. Rusałki stwierdziły że zamieszkamy w lesie, od tego czasu były jak moje siostry. Ja polowałem, one zbierały drewno na opał, jagody i przydatne zioła. Trzymaliśmy się z dala od frontu przez cztery lata... Cztery cholerne lata... Wtedy - Verian zacisnął pieść, jego żyły na ramionach i torsie były bardziej widoczne, niczym błękitne szlaki na wzgórzach mięśni -...Wtedy trafiliśmy na patrol Soraka... Zaskoczyli nas... Świst strzał, jęk Vierny, krew z jej serca przebitego strzałą zrosiła ściółkę... Upadła na kolana, a potem bezwładnie osunęła się na ziemię. W jednej chwili zmieniłem się w potwora... Rozszarpałem dwóch żołnierzy za jednym uderzeniem, ale nie zdążyłem zasłonić siostry przez strzałą.... Drien, ją... Ją tez straciłem. Wpadłem w furię, rozwścieczony rozerwałem gardło łucznikowi i dwóm towarzyszącym mu żołnierzom z krótkimi mieczami. Pozostała dwójka próbowała uciekać, lecz byłem szybszy. Wróciłem do sióstr. Łapami bestii, będąc nadal w szale- wykopałem dwa groby, pochowałem je... zostałem sam. Po tym wydarzeniu błąkałem się przez lasy cały rok, po roku trafiłem na elfy. Powiedziałem im kim jestem, zabrały mnie ze sobą, znów miałem rodzinę. Siostra kaprala Irtena, Tiia była niczym białowłosy anioł. Jej fuksjowe oczy błyszczały w blasku słońca i księżyca. Zmierzaliśmy na front, lecz pewnej nocy Elfka zniknęła. Irten zarządził poszukiwania. Wyruszyliśmy o świcie, wyczułem zapach ludzi Soraka. Samodzielnie Elfy wytropiły by ich za dzień lub dwa, ja do prowadziłem ich do porywaczy o zmierzchu. Walka była szybka, każdy z elfów wybrał jeden cel... świst strzał, wszyscy byli martwi. Oprócz jednej osoby. Irten strzelił w brzuch jednego z oprychów, wydobył informacje od żołnierza i podciął mu gardło. Tatuaż nad lewym okiem to prezent od Tiii, dzięki mnie przeżyła. Tiia była mi wdzięczna, spędziliśmy razem noc, była dwa lata starsza... Musiałem odłączyć się od grupy, po tym porwaniu Irten chciał trzymać się z dala od frontu, nie chciał stracić siostry, a ja obiecałem sobie, że pomszczę rodziców którzy najprawdopodobniej nie żyją oraz Drien i Viern, moje kochane siostry... Rodzinę, którą po raz drugi straciłem... Teraz wiesz dlaczego nie lubię mówić o swojej przeszłości. Moją historię znasz tylko ty i Tiia... Którą niebawem spotkamy.
- Verian? - zapytała złotowłosa Elfka w szarozielonej sukni. - Jest taka piękna noc, rok temu, gdy cię poznałam wspomniałeś, że pewnej letniej nocy opowiesz mi coś o sobie, że dasz się poznać...
- Doprawdy Lonneano, twoja pamięć mnie zaskakuję - odpowiedział mężczyzna, składając usta w uśmiech, obnażając jednocześnie swoje białe jak lodowe góry zębiska- Masz rację... dziś jest idealna noc byś poznała moją historię Złotowłosa. To, że jestem Wilkołakiem, zdradzają moje oczy. Moi rodzice też byli wilkołakami, niestety....byli. Ojciec pracował jako medyk. To on nauczył mnie wszystkiego co potrzebne do przetrwania, matka zaś uwielbiała pisać, była poetką. Przedstawiła mi inny świat, bez zmartwień. Żyliśmy szczęśliwie, ludzie w wiosce nie obawiali się nas, nie byliśmy groźni. Odkąd tylko pamiętam Vergrad- bo tak nazywał się mój ojciec- uczył mnie używać mocy. Ćwiczył ze mną przemiany, oboje polowaliśmy i tropiliśmy zwierzynę w lesie, pod postacią Wilkołaków. Nasze sielskie życie skończyło się, gdy miałem dwanaście lat. Rozpoczęła się czystka Dzieci Nocy. Gdy żołnierze Soraka wkroczyli do wioski, szybko się o tym dowiedzieliśmy. Oprócz nas, Wilkołaków, w wiosce mieszkały dwie Rusałki. Były zielarkami i pomagały chorym ludziom wraz z moim ojcem- to one nas ostrzegły.
Za oknem słyszeliśmy krzyki, żołnierze byli coraz bliżej domu, ludzie próbowali ich zatrzymać, mówiąc, że w wiosce nie ma dzieci nocy. Chcąc nas ochronić tracili życie. Vergrad i Lily, ach Lily... cudowne jest twe imię... ojciec zawsze to powtarzał, postanowili zostać by pomóc rannym, mnie zaś kazali iść z Drien i jej młodszą siostrą Viern. Jedyne co ze sobą wziąłem to plecak z księgą ojca, o wszystkich znanych mu chorobach. Dzięki niej wyleczył wiele ludzi. Matka zawsze powtarzała "Nadzieja umiera ostatnia" więc wciąż mam nadzieję, że żyją, że udało im się uciec... Trzy dni po ataku na wioskę wróciłem z Drien i Viern, by sprawdzić czy ktokolwiek przeżył.... Cała wioska była spalona... Ludzie ponabijani na pale wystające z ziemi... Nigdzie nie było moich rodziców. Rusałki stwierdziły że zamieszkamy w lesie, od tego czasu były jak moje siostry. Ja polowałem, one zbierały drewno na opał, jagody i przydatne zioła. Trzymaliśmy się z dala od frontu przez cztery lata... Cztery cholerne lata... Wtedy - Verian zacisnął pieść, jego żyły na ramionach i torsie były bardziej widoczne, niczym błękitne szlaki na wzgórzach mięśni -...Wtedy trafiliśmy na patrol Soraka... Zaskoczyli nas... Świst strzał, jęk Vierny, krew z jej serca przebitego strzałą zrosiła ściółkę... Upadła na kolana, a potem bezwładnie osunęła się na ziemię. W jednej chwili zmieniłem się w potwora... Rozszarpałem dwóch żołnierzy za jednym uderzeniem, ale nie zdążyłem zasłonić siostry przez strzałą.... Drien, ją... Ją tez straciłem. Wpadłem w furię, rozwścieczony rozerwałem gardło łucznikowi i dwóm towarzyszącym mu żołnierzom z krótkimi mieczami. Pozostała dwójka próbowała uciekać, lecz byłem szybszy. Wróciłem do sióstr. Łapami bestii, będąc nadal w szale- wykopałem dwa groby, pochowałem je... zostałem sam. Po tym wydarzeniu błąkałem się przez lasy cały rok, po roku trafiłem na elfy. Powiedziałem im kim jestem, zabrały mnie ze sobą, znów miałem rodzinę. Siostra kaprala Irtena, Tiia była niczym białowłosy anioł. Jej fuksjowe oczy błyszczały w blasku słońca i księżyca. Zmierzaliśmy na front, lecz pewnej nocy Elfka zniknęła. Irten zarządził poszukiwania. Wyruszyliśmy o świcie, wyczułem zapach ludzi Soraka. Samodzielnie Elfy wytropiły by ich za dzień lub dwa, ja do prowadziłem ich do porywaczy o zmierzchu. Walka była szybka, każdy z elfów wybrał jeden cel... świst strzał, wszyscy byli martwi. Oprócz jednej osoby. Irten strzelił w brzuch jednego z oprychów, wydobył informacje od żołnierza i podciął mu gardło. Tatuaż nad lewym okiem to prezent od Tiii, dzięki mnie przeżyła. Tiia była mi wdzięczna, spędziliśmy razem noc, była dwa lata starsza... Musiałem odłączyć się od grupy, po tym porwaniu Irten chciał trzymać się z dala od frontu, nie chciał stracić siostry, a ja obiecałem sobie, że pomszczę rodziców którzy najprawdopodobniej nie żyją oraz Drien i Viern, moje kochane siostry... Rodzinę, którą po raz drugi straciłem... Teraz wiesz dlaczego nie lubię mówić o swojej przeszłości. Moją historię znasz tylko ty i Tiia... Którą niebawem spotkamy.
- Co dwie elfki to nie jedna... obie pomożemy pomścić twoje siostry- odpowiedziała Lonneana - pomścimy je razem.
- Dość tych smutków - na twarzy Veriana pojawił się lekki uśmiech, nie chciał już o tym myśleć - chciał bym poznać ciebie, Lonneano, chciałbym zajrzeć w głąb twojej duszy - Verian zrobił miejsce na swym łóżku.
- Cały Ty... z wierzchu owca, wewnątrz wilk - uśmiechnęła się zalotnie, zrzucając z siebie szarozieloną suknię, ukazując mu zupełnie nagie ciało. Oczy Veriana błysnęły w blasku świec. - jeszcze nie koniec nocy mój drogi, możesz mnie poznać - dodała Złotowłosa.
Zasnęli przed świtem, zapominając o bólu i cierpieniu. Słońce rozświetlało krople rosy na liściach wrzosu, cała polana znajdująca się przed chatką w lesie błyszczała fioletem. Verian wiedział, że to ostatni dzień spokoju, że znów musi wrócić na front. Dzieci Nocy potrzebują jego wiedzy, potrzebują lekarza i obrońcy. Pamiętał też o pomszczeniu przybranych sióstr.
- Dość tych smutków - na twarzy Veriana pojawił się lekki uśmiech, nie chciał już o tym myśleć - chciał bym poznać ciebie, Lonneano, chciałbym zajrzeć w głąb twojej duszy - Verian zrobił miejsce na swym łóżku.
- Cały Ty... z wierzchu owca, wewnątrz wilk - uśmiechnęła się zalotnie, zrzucając z siebie szarozieloną suknię, ukazując mu zupełnie nagie ciało. Oczy Veriana błysnęły w blasku świec. - jeszcze nie koniec nocy mój drogi, możesz mnie poznać - dodała Złotowłosa.
Zasnęli przed świtem, zapominając o bólu i cierpieniu. Słońce rozświetlało krople rosy na liściach wrzosu, cała polana znajdująca się przed chatką w lesie błyszczała fioletem. Verian wiedział, że to ostatni dzień spokoju, że znów musi wrócić na front. Dzieci Nocy potrzebują jego wiedzy, potrzebują lekarza i obrońcy. Pamiętał też o pomszczeniu przybranych sióstr.
~~~~~~~~~~~~~~~~`
Autor: Turpis
Verian i Lonneana:


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.