czwartek, 30 lipca 2015

Historia Grega .1.

Księżyc wschodził nad małym portem na Wyspie Wilkołaków, jednej z wielu wysp Archipelagu. Łagodny wiatr hulał po pustych ulicach. Większość żeglarzy i rybaków siedziała w domach i karczmach. Środkiem głównej ulicy szła ubrana na czarno zakapturzona postać, stwarzająca wokół siebie aurę tajemniczości. Postać weszła do karczmy ,,Pod stęchłym śledziem’’ gdzie kapitanowie rekrutowali marynarzy, podróżni szukali statków. Można było tam wypić solidny trunek, a także dostać po gębie. Znalazłszy się w głównej izbie postać zdjęła kaptur odsłaniając oblicze. Postacią okazał się młody, dość wysoki mężczyzna o długich brązowych włosach sięgających poniżej ramion i krótkim zaroście. Jego twarz zdobiły tatuaże. Ubrany był w skórzany kaftan nabijany ćwiekami. U pasa miał topór i długi nóż. Zamówił u karczmarza kufel jasnego piwa i zasiadł przy jednym ze stolików w kącie. Przez jakiś czas rozglądał się i nasłuchiwał rozmów, szukając kapitana dysponującego okrętem i jednym wolnym miejscem dla pasażera. W końcu stwierdził, że znalazł odpowiedniego człowieka. Wstał i trzymając w ręku kufel podszedł do stolika przy którym siedział kapitan.
- Witajcie. Widzi mi się, że jesteście kapitanem i macie własny statek. Można się dosiąść?
- Siadajcie. Ano mam. A czego ode mnie chcecie? Marynarzy więcej nie potrzebuję.
- Ja nie marynarz. Chciałem zapytać czy nie płyniecie może na kontynent?
- A jeśli płynę to co?
- To z chęcią bym się zabrał jako pasażer. Zapłacę złotem – na dźwięk słowa ,,złoto’’ kapitanowi zabłysły oczy.
- Tak się składa, że płynę w tamtą stronę i mogę was przyjąć. Co do pieniędzy dogadamy się jak dopłyniemy.
- Dziękuję. Który to statek i kiedy wypływa?
- Jutro z rana. Duży, trzymasztowy. Poznasz go po rzeźbie wampira na dziobie.
- Rozumiem. Jesteście wampirem? – zapytał, chociaż teraz był prawie pewien odpowiedzi. Na rasę wskazywały także jasne ubrania kapitania.
- Ta – rzucił krótko kapitan. – A wy?
- Wilkołakiem.
- No tak, kogóż innego mogłem spotkać na tej wyspie. Jeszcze jedno, jeśli można. Jak macie na imię?
- Greg.
- A ja Rakus. No to widzę, że dobiliśmy targu. Wypijmy za pomyślność podróży – rzekł i przystawił dwa cynowe kieliszki, które napełnił mętnym płynem.
Wznieśli toast i wypili do dna. Trunek był paskudny w smaku i mocny. Czuć było drożdże. Ach ten marynarski bimber- Jak oni mogą tyle tego pić?- zapytał samego siebie Greg. Wprawdzie nie skrzywił się, ani nie wypluł napitku, ale przełknął go bez większej przyjemności.
- No to do zobaczenia jutro o świcie – rzekł żegnając się z kapitanem.
Po załatwieniu rejsu zamówił jeszcze jedno piwo i wynajął sobie pokój na noc. Skoro miał wstać o świcie chciał szybko położyć się spać, zresztą i tak nie miałby nic do roboty.
Obudziły go już pierwsze promyki wschodzącego słońca. Nie wiedząc jak wiele ma dokładnie czasu, dość szybko spakował swoje rzeczy do dużego skórzanego tobołka i opuścił karczmę. Bez większego trudu rozpoznał trójmasztowiec z rzeźbą wampira na dziobie. Gdy wszedł na pokład z początku otoczyły go nieufne spojrzenia marynarzy. Chwilę później pojawił się kapitan, który wyjaśnił podwładnym kim jest ów gość. Jeden z nich zaprowadził wilkołaka do dużego pomieszczenia pod pokładem, w którym porozwieszane były hamaki załogi.
- Znajdzie się dla was wolny hamak. Nie mamy nic lepszego, jedyne osobne kajuty na statku należą do kapitana i pierwszego oficera.
- Spokojnie, jest dobrze. Najważniejsze, żebyśmy dopłynęli.
~~~~~~~~~~~~~
Autor: Rafał Paliński
Greg:
~GREG~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy