Kelo znalazł jeszcze jednego Nimfa, który potrafi panować nad śniegiem. Ogromny niebiesko-skóry mężczyzna z dwoma wielkimi lodowymi mieczami wyglądał przerażająco. Był potężnie zbudowany, przewyższał mnie o dwadzieścia centymetrów i wyglądałem przy nim jak gałązka przy stuletnim dębie.
Dlaczego to ja dowodzę?
- Mam nadzieję, że pozwoli mi pan iść. Umiem władać tylko lodem i śniegiem. - przemówił olbrzym.
Ach, więc dlatego dowodzę. Czy naprawdę tylko ja umiem władać wszystkim, co związane z naturą?
- Jak brzmi twoja pieśń śniegu? - spytałem - Mam nadzieję, że jest piękna.
Białowłosy śpiewał jak anioł, a dookoła niego tańczył śnieg i lód. Gdy skończył, cały teren w promieniu kilkunastu metrów był zasypany i skuty mrozem. Kelo z zachwytem wpatrywał się w zmieniony teren. Jego umiejętności najwyraźniej nie imały się do tego, czego dokonał niebiesko-skóry.
- Imponujące. Naprawdę, jesteś świetny. Jak ci na imię? Nigdy wcześniej cie nie widziałem na wyspie.
- Bo nigdy mnie na niej nie było. Wychowałem się na kontynencie, mieszkałem w Puszczy Snów. Nazywam się Astor.
Uśmiechnąłem się do siebie. Astor spełni swój obowiązek lepie niż Wertil, jestem tego pewien.
*******
Całą grupą udaliśmy się do obozowiska Żywiołaków, by spotkać się z dwójką ich przedstawicieli. Haron przywitał nas przy bramie i zaoferował swoje towarzystwo. Lubiłem tego gościa, był ognistym Żywiołakiem, znał Nikkę jeszcze za czasów, gdy nie wiedziała kim jest.
Przyjaciele Nikki są moimi przyjaciółmi- powiedziałem do siebie w duchu - Mam nadzieję, że wybrał swoich najlepszych wodnistych i powietrznych wojowników. Chciałem stworzyć najbardziej niebezpieczny tajfun na świecie, chciałem zmieść połowę wojska Soraka za pomocą jednego skutecznego ataku.
Od miesięcy wojna stała w martwym punkcie.
Pierwsza linia frontu nie mogła się ruszyć, nie mogli przejść przez rzeki, w których krążyły drobinki srebra, nie mogli latać, bo na murach zamku dzień i noc czuwali kusznicy ze strzałami namaczanymi w berylu, nie mogli wyjść poza swoje obozowisko, bo dookoła nich kręciły się ogromne grupy łowców i dezerterów, którzy pomagali łowcom, licząc na ułaskawienie ze strony Króla i Boga współczesnych ludzi. Oczywiście ułaskawienie nie było możliwe, byliśmy pewni że Sorak w swoim czasie po prostu ich zabije.
Nikka była jedyna osobą na tyle sprawną, by móc podróżować pomiędzy obozami wszystkich linii frontu. Ona i Veron byli jednością, jeździec i smok. Potężna magia chroniła ich przed strzałami i mieczami. Mógł ich zabić jedynie inny jeździec.
Na pierwszej linii oczywiście były inne Smoki, setki Smoków, ale żaden z nich nie miał jeźdźca, nikt nie był na tyle silny by ujarzmić choć jedną z tych istot.
Nikka posiadła nie tylko Smoka. Mogła też pływać w oceanie, na swojej wodnej bestii- Ogromnym wężu, który słuchał się tylko jej.
Nim dosiadła go po raz pierwszy, walczyli przez dwa dni, siłując się w wodzie. Gdy Nicce udało się zarzucić mu na pysk uzdę z pnączy, byli już na skraju wyczerpania, oboje niemal umarli.
- Dowódcooo.... Od kilku minut jesteś nieobecnyyy! - Sziran potrząsała mną jak dzieckiem, które zasnęło na lekcji. - Pan Haron przedstawił nam Morzana i Dmącego, a Ty nic nie powiedziałeeeś, powinieneś się chociaż przywitać!
- Przepraszam, zamyśliłem się. - Haron zaśmiał się głośno i poklepał mnie po ramieniu, starając się jednocześnie nie spalić mojej zbroi. - To, gdzie są nasi kompani?
- Panie, jesteśmy na twoje rozkazy - rzekł gromko ktoś za mną.
Odwróciłem się i stanąłem jak wryty, bowiem przede mną siedział na wykreowanym koniu najdziwniejszy Żywiołak wody, jakiego w życiu widziałem, oraz najstraszniejszy Żywiołak powietrza, jaki mógł chodzić po ziemi. Obydwoje skłonili przede mną głowy i jeszcze raz się przedstawili.
Podziękowałem Haronowi za pomoc i rozkazałem wszystkim ustawić się w szeregu. Po kolei przedstawiałem Nimfy i Nimfów, informując Żywiołaki kto z kim będzie współpracował. Wszyscy wymienili się formalnymi uściskami dłoni i uprzejmościami, jakich wymagała etykieta.
Prawdziwi profesjonaliści w swoim fachu. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
********
Wyruszyliśmy z błogosławieństwem Bezimiennego. Haron pożegnał się z nami na granicy piątej linii frontu. Dalej musieliśmy iść sami, uważając na wojskowych. Gdy dotrzemy do drugiej inii, Nikka przyleci na Veronie i zabierze nas na pierwszą linię. Znajdziemy się wśród elity Kręgu Obrony Ras.
Dzieci Nocy będą patrzeć nam na ręce, gdy postaramy się spustoszyć wojska wroga. Musimy to zrobić, inaczej pierwsza linia frontu będzie trwać w tym samym miejscu aż do śmierci.
Kropla i Ulewa wesoło trajkotały z Sziran, prawdopodobnie o Żywiołaku, z którym moja adiutantka będzie współpracować. Szły za nim jak kaczątka za swą matką, nie odstępując mężczyzny nawet na krok. Dmący wyglądał jak śmierć, cały opleciony stalowymi łańcuchami, do których przytwierdzone były ludzkie czaszki. Jego twarz, wyglądała jakby ktoś przeorał ją grabiami, nie wyglądał na miłego gościa.
Z kolei Morzan, dzierżąc swoją wielką kosę też nie wyglądał na przyjemniaczka. Jego koń stworzony z wody łypał na wszystkich z nienawiścią, przez co nikt nie chciał mu towarzyszyć. Szedł sam, na końcu naszej grupy.
Grunt, by pomogli stworzyć tajfun stulecia.
Reszta mnie nie interesuje.
Dlaczego to ja dowodzę?
- Mam nadzieję, że pozwoli mi pan iść. Umiem władać tylko lodem i śniegiem. - przemówił olbrzym.
Ach, więc dlatego dowodzę. Czy naprawdę tylko ja umiem władać wszystkim, co związane z naturą?
- Jak brzmi twoja pieśń śniegu? - spytałem - Mam nadzieję, że jest piękna.
Białowłosy śpiewał jak anioł, a dookoła niego tańczył śnieg i lód. Gdy skończył, cały teren w promieniu kilkunastu metrów był zasypany i skuty mrozem. Kelo z zachwytem wpatrywał się w zmieniony teren. Jego umiejętności najwyraźniej nie imały się do tego, czego dokonał niebiesko-skóry.
- Imponujące. Naprawdę, jesteś świetny. Jak ci na imię? Nigdy wcześniej cie nie widziałem na wyspie.
- Bo nigdy mnie na niej nie było. Wychowałem się na kontynencie, mieszkałem w Puszczy Snów. Nazywam się Astor.
Uśmiechnąłem się do siebie. Astor spełni swój obowiązek lepie niż Wertil, jestem tego pewien.
*******
Całą grupą udaliśmy się do obozowiska Żywiołaków, by spotkać się z dwójką ich przedstawicieli. Haron przywitał nas przy bramie i zaoferował swoje towarzystwo. Lubiłem tego gościa, był ognistym Żywiołakiem, znał Nikkę jeszcze za czasów, gdy nie wiedziała kim jest.
Przyjaciele Nikki są moimi przyjaciółmi- powiedziałem do siebie w duchu - Mam nadzieję, że wybrał swoich najlepszych wodnistych i powietrznych wojowników. Chciałem stworzyć najbardziej niebezpieczny tajfun na świecie, chciałem zmieść połowę wojska Soraka za pomocą jednego skutecznego ataku.
Od miesięcy wojna stała w martwym punkcie.
Pierwsza linia frontu nie mogła się ruszyć, nie mogli przejść przez rzeki, w których krążyły drobinki srebra, nie mogli latać, bo na murach zamku dzień i noc czuwali kusznicy ze strzałami namaczanymi w berylu, nie mogli wyjść poza swoje obozowisko, bo dookoła nich kręciły się ogromne grupy łowców i dezerterów, którzy pomagali łowcom, licząc na ułaskawienie ze strony Króla i Boga współczesnych ludzi. Oczywiście ułaskawienie nie było możliwe, byliśmy pewni że Sorak w swoim czasie po prostu ich zabije.
Nikka była jedyna osobą na tyle sprawną, by móc podróżować pomiędzy obozami wszystkich linii frontu. Ona i Veron byli jednością, jeździec i smok. Potężna magia chroniła ich przed strzałami i mieczami. Mógł ich zabić jedynie inny jeździec.
Na pierwszej linii oczywiście były inne Smoki, setki Smoków, ale żaden z nich nie miał jeźdźca, nikt nie był na tyle silny by ujarzmić choć jedną z tych istot.
Nikka posiadła nie tylko Smoka. Mogła też pływać w oceanie, na swojej wodnej bestii- Ogromnym wężu, który słuchał się tylko jej.
Nim dosiadła go po raz pierwszy, walczyli przez dwa dni, siłując się w wodzie. Gdy Nicce udało się zarzucić mu na pysk uzdę z pnączy, byli już na skraju wyczerpania, oboje niemal umarli.
- Dowódcooo.... Od kilku minut jesteś nieobecnyyy! - Sziran potrząsała mną jak dzieckiem, które zasnęło na lekcji. - Pan Haron przedstawił nam Morzana i Dmącego, a Ty nic nie powiedziałeeeś, powinieneś się chociaż przywitać!
- Przepraszam, zamyśliłem się. - Haron zaśmiał się głośno i poklepał mnie po ramieniu, starając się jednocześnie nie spalić mojej zbroi. - To, gdzie są nasi kompani?
- Panie, jesteśmy na twoje rozkazy - rzekł gromko ktoś za mną.
Odwróciłem się i stanąłem jak wryty, bowiem przede mną siedział na wykreowanym koniu najdziwniejszy Żywiołak wody, jakiego w życiu widziałem, oraz najstraszniejszy Żywiołak powietrza, jaki mógł chodzić po ziemi. Obydwoje skłonili przede mną głowy i jeszcze raz się przedstawili.
Podziękowałem Haronowi za pomoc i rozkazałem wszystkim ustawić się w szeregu. Po kolei przedstawiałem Nimfy i Nimfów, informując Żywiołaki kto z kim będzie współpracował. Wszyscy wymienili się formalnymi uściskami dłoni i uprzejmościami, jakich wymagała etykieta.
Prawdziwi profesjonaliści w swoim fachu. Mimowolnie się uśmiechnąłem.
********
Wyruszyliśmy z błogosławieństwem Bezimiennego. Haron pożegnał się z nami na granicy piątej linii frontu. Dalej musieliśmy iść sami, uważając na wojskowych. Gdy dotrzemy do drugiej inii, Nikka przyleci na Veronie i zabierze nas na pierwszą linię. Znajdziemy się wśród elity Kręgu Obrony Ras.
Dzieci Nocy będą patrzeć nam na ręce, gdy postaramy się spustoszyć wojska wroga. Musimy to zrobić, inaczej pierwsza linia frontu będzie trwać w tym samym miejscu aż do śmierci.
Kropla i Ulewa wesoło trajkotały z Sziran, prawdopodobnie o Żywiołaku, z którym moja adiutantka będzie współpracować. Szły za nim jak kaczątka za swą matką, nie odstępując mężczyzny nawet na krok. Dmący wyglądał jak śmierć, cały opleciony stalowymi łańcuchami, do których przytwierdzone były ludzkie czaszki. Jego twarz, wyglądała jakby ktoś przeorał ją grabiami, nie wyglądał na miłego gościa.
Z kolei Morzan, dzierżąc swoją wielką kosę też nie wyglądał na przyjemniaczka. Jego koń stworzony z wody łypał na wszystkich z nienawiścią, przez co nikt nie chciał mu towarzyszyć. Szedł sam, na końcu naszej grupy.
Grunt, by pomogli stworzyć tajfun stulecia.
Reszta mnie nie interesuje.
![]() |
| Morzan |
![]() |
| Astor |
![]() |
| Dmący |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.