czwartek, 10 grudnia 2015

Historia Veriana .2.



- Ach... Lonneano czyż ta wrzosowa łąka nie jest piękna? - odezwał się Verian - Prawie tak piękna jak Ty - dodał.
 - Ty i te twoje komplementy - powiedziała Lonneana uśmiechając się - komplementami się nie najemy, powinniśmy zapolować, zwłaszcza. że będziemy mieli gości. - zaproponowała przeczesując palcami złote włosy. 
- Myślę ze Tiia przybędzie wraz z bratem, dorodny jeleń i dwa lisy powinny wystarczyć - odpowiedział mężczyzna. - Chodźmy więc! - złotowłosa elfka wstała błyskawicznie i pobiegła zwinnym krokiem do lasu. Nogi mężczyzny w mgnieniu oka zwiększyły rozmiar i porosły gęstą, czarną sierścią, transformacja była natychmiastowa. Jego nos zmienił się w wilczy pysk, co poprawiło jego węch. Reszta ciała Veriana pozostała bez zmian. Wilkołak wyczuł zwierzynę, Lonneana wiedziała to, gdyż jego nozdrza rozszerzyły się, a wciągane przez nie powietrze świszczało niczym wiatr pośród górskich skał. On biegł pierwszy Ona tuż za nim. Złote kosmyki włosów opadały jej na mokrą od potu twarz. Było gorąco. Verian zatrzymał się, wskazał tylko dłonią kierunek , złotowłosa widziała cel. Dźwięk napiętej cięciwy. Chwilę później strzał. Jeleń pada z łoskotem na suche gałęzie. 
- Zawsze fascynowała mnie celność Elfów - Powiedział - Trafiłaś prosto w oko - dodał.
- Elfy potrafią upolować każdą zwierzynę a wilkołaki potrafią upolować każdą Elfkę -mówiąc to jej oczy błysnęły. Czas zapolować na lisy - odpowiedział z uśmiechem. 
Dwa rudawo złote lisy szły obok starego dębu. Schemat był taki sam Verian wskazał kierunek. Lonneana tym razem chwyciła dwie strzały.
 - Pięknie, coraz bardziej mi imponujesz Lonneano - skomentował.
 - Nie znasz jeszcze wielu rzeczy które potrafię - zaśmiała się. 
Polowanie zajęło im dwie godziny. Przyrządzeniem zwierzyny zajął się Verien, skórę jelenia odłożył na bok razem z porożem. Lisami zajął się równie sprawnie. Zamiast noża używał pazurów. Były ostrzejsze. Lonneana zajęła się przyrządzaniem mięsa. Jej talent kucharski zadziwiał każdego. Dzień powoli chylił się ku końcowi. Wilkołak i Elfka znów leżeli na polanie, zupełnie sami, towarzyszył im wiatr który szumem liści zdradzał co stanie się następnego dnia. 

                                                                                   ******                                                              Przyśpieszony oddech. Strach napędzający mięśnie. Elfy zwinnie poruszają się po lesie, lecz przestraszonego elfa nie sposób w nim złapać. Tiia biegła. Pot zwilżył jej włosy które opadły na twarz. Białe włosy które obecnie są koloru szarego nie przeszkadzały jej, pomimo iż zakrywały sporą cześć twarzy . Choć już dawno nie słyszała obecności wroga, biegła ile sił w nogach. Strach pcha ją do przodu. Łzy napływają do fuksjowych oczu. To co zobaczyła zostawiło ślad w jej pamięci na zawsze.        
                   
                                                                                   *****  
Verian i Lonneana wypoczywali na fioletowej łące, był ranek. Mięso z upolowanych zwierząt owinięte w zioła czekało na upieczenie. W powietrzu unosiła się lekka mgła, gęsta jak mleko. Oboje patrzyli w bezchmurne niebo. 
Nagle Verian napiął mięśnie. Transformacja była natychmiastowa. Lonneana nie zdążyła się nawet podnieść. 
- Co się stało? - spytała zaniepokojona. - Ktoś lub coś tu biegnie... przestraszone... czuje ten zapach - powiedział po czym rozchylił nozdrza - znam ten zapach...mięty i fiołków... Tiia! - krzyknął. Lonneana spojrzała na niego z podziwem, gdy mimo poddenerwowania biegł równo i spokojnie w stronę lasu. 
Verian zwinnie przemieszczał się wśród drzew. Dostrzegł białą sylwetkę w oddali. przyspieszył. będąc przy postaci rzucił się w jej stronę. W locie chwycił elfkę i przycisnął do siebie by zamortyzować upadek. 
- Ver.. Verian... oni ...to była zasadzka... oni nie żyją - wykrztusiła. 
- Spokojnie.. zajmę się tym - powiedział łagodnie Verian pod postacią wilkołaka, w lewym ramieniu zauważył strzałę... berylową strzałę. Elfka straciła 
przytomność. Verian wziął ją na ręce i pobiegł w stronę chaty. Ten dzień miał być inny- pomyślał. 

                                                                                  ***** 

-Lonneano podaj wody… Tiia się budzi - powiedział łagodnym głosem wilkołak.
 -Proszę - odpowiedziała złotowłosa podając kryształowe naczynie wypełnione 
wodą z liśćmi mięty. 
- Co?… gdzie Ja jestem?… moje ramię… Verian… - powiedział biało-włosy anioł z fuksjowymi oczami.
 - Spokojnie Tiio… jesteś bezpieczna, zająłem się twoją raną, nic Ci nie będzie. Jesteś w w moim i Lonneany domu, Teraz także twoim domu - na twarzy Lonneany pojawił się grymas smutku spowodowany zazdrością - o świcie wyruszam sprawdzić czy Twój brat żyje.
 -Nie Verian… nikt nie przeżył…żołnierze też zginęli… elfie pułapki nigdy nie zawodzą.. prędzej czy później od nich zginęli. Jestem taka senna… czy mógłbyś… - Tiia pogrążyła się w głębokim śnie. 
To była wietrzna noc, słońce miało wstać za kilka godzin, w tym czasie wiatr niósł smutną pieśń o krwawej walce, wraz z nią unosiła się przygnębiająca woń krwi elfów. Wrzos rzucił pierwszy cień… chatka znów błyszczy fioletem. Serce Veriana przyśpieszyło błysk fuksjowych oczu, ocean złotych i biały włosów, burzył się w powietrzu, trzy serca biją jak oszalałe. Dwa anioły jeden złoty a drugi biały oraz jeden demon. Krzyki dochodzące z wnętrza chatki spłoszyły miejscowe zwierzęta. Serca uspokoiły się. Ocean włosów ucichł. Fuksjowe oczy przykryła lawina białych powiek. Pod czarnymi włosami w umyśle bestii rozpoczęły się wilcze sny. Wśród złotowłosych loków widać zbłąkaną łzę… nie wszyscy zasnęli… nie wszyscy.

~~~~~~~~~~~~ 
Autor: Turpis
 
Verian

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy