poniedziałek, 27 lipca 2015

Historia Jimono i Sziran .2.

   W obozie zapanował istny chaos. Od kilku godzin byłem przepychany z kąta w kont przez różne Nimfy, każda z nich chciała wyruszyć ze mną na pierwszą linię frontu- całe szczęście, nieliczni panowie zachowali więcej rozsądku. Dumni Nimfowie z wysoko podniesionymi głowami nie mieli zamiaru zniżać się do poziomu natrętnych kobiet. Byli pewni że wybiorę choć kilku z nich, w końcu tak jak ja, potrafili posługiwać się wieloma umiejętnościami jednocześnie, podczas gdy kobiety, rodziły się tylko z jednym talentem.
   Gdy miarka się przebrała, a irytacja wzięła górę nad rozsądkiem, wrzasnąłem na wszystkich by się odsunęli.
   - Zachowujecie się jak dzieci! To już nie jest nasza wyspa, to stały ląd, na którym nie chroni nas żadna bariera! Macie ustalić między sobą, kto najlepiej posługuje się wiatrem, błyskawicami, śniegiem i lodem. - wskazałem ręką na słońce - gdy tarcza zajdzie, mam widzieć przed sobą dwóch mężczyzn i cztery kobiety, którzy pójdą razem ze mną. reszta zostaje.
   Wszyscy krzyknęli na znak, że dotarły do nich moje słowa. Prawdopodobnie utworzą małe pole walki i za pomocą krótkich sparingów wytypują zwycięzców. Choć nie miałem wątpliwości, którzy mężczyźni będą mi towarzyszyć.
  Wertil jest ich liderem, a Kelo zastępcą.
  Z kobiet wyruszy Sziran. Na razie jestem pewny tylko tego. Nie wiedziałem jak Nimfy będą walczyć gdy znajdą się pod presją. Kto wie, może po zmroku pod mój namiot przyjdą trzy zupełnie mi nie znane wojowniczki?
   - Dowódcooo, ja też muszę walczyć?
   - Sziran, skarbie, oświeć mnie, o czym ja przed chwilą mówiłem?
   - Żeee musimy wybrać wspólnie, prawdopodobnie odbędą się walki, ale czy ja muszę? Przecież już mi pan pozwoooliiił!!!
    - Bo założyłem, że tworzysz najsilniejsze huragany. Udowodnij mi że się nie myliłem podczas walki.
    Moja adiutantka zrobiła buzię w ciup i tupnęła mocno. Najwyraźniej nie chciało jej się bawić z innymi kobietami, bo do tej pory ćwiczyła walkę wśród mężczyzn.
   Cóż, nie wszyscy dostajemy to czego chcemy.
    Wyszedłem z naszego obozu i skierowałem się do miejsca, w którym osiedliły się Żywiołaki.
    Ich dowódca- Haron- był nieobecny, pewnie omawiał plan ataku z Nikką, która lubiła jak się jej wszystko powtarza po sto razy.
   Spytałem się jednego z nich, kto wyrusza na linię frontu pod moim dowództwem.
    - Orkan i Kozui. - Odparł Żywiołak ziemi.
    - Tylko dwaj? To nie za mało? Ja biorę sześciu wojowników i osobiście będę pomagał w akcji, co ten Haron sobie myśli?
    - Panie Nimfo, proszę poczekać aż ich pan zobaczy. Wtedy zmieni pan zdanie.
    Żywiołak dosłownie zapadł się pod ziemię, zostawiając mnie samego. Do zmierzchu miałem jeszcze cztery godziny, postanowiłem wrócić do swojego namiotu i przygotować się na podróż.
   Nimfy zgromadziły się na arenie i prawdopodobnie bez opamiętania niszczyły wszystko w zasięgu wzroku... Ominąłem więc Arenę szerokim łukiem, nie chcąc się narażać na bezsensowny atak.
   W drodze do swojej siedziby nie spotkałem ani jednej żywej duszy, dopiero gdy znalazłem się pod swoją kwaterą, zauważyłem dwa ogromne wilkołaki.
   - Mogę w czymś pomóc? - Dryblasy spojrzały na mnie jak na debila - No wiecie, to mój namiot i tak dalej...
   - Przywódczyni Kręgu oczekuje powrotu. - powiedział jeden z nich- Po prostu jej pilnujemy.
   Wzruszyłem ramionami i wszedłem do namiotu. Nikka siedziała na ziemi pochylona nad moją ozdobną zbroją do walki. Różniła się od stroju generalskiego jaki mi przydzielono- była idealnie dopasowana do mojego ciała- Przepaska sięgała do kostek, była wykonana z żaroodpornej tkaniny, w którą wpleciono syrenie i smocze łuski, gruby pas ze skóry, naramienniki z elfickiej stali, wyglądają delikatnie, ale są niezwykle mocne. Ochraniacze na łydki i ramiona z elastycznej stali, idealnie dopasowujące się do właściciela i hełm- wykonano go na podobieństwo maski Demona. Czarny i mroczny zastraszał każdego wroga, który stanął naprzeciwko mnie.
   - Niezły sprzęt, ja mam tylko przepaskę do zmian i napierśnik ze smoczej łuski. Uwierzysz, że Veron dał sobie wyrwać na niego osiem łusek?!
   - Niesamowite poświęcenie z jego strony, co tam u ciebie? Dawno nie rozmawialiśmy siostro. - Uśmiechnąłem się, gdy zaczęła z zapałem opowiadać, żywo przy tym gestykulując.
   Tęskniłem za rozmowami.
   Podczas wojny Nikka nie miała na nie czasu.

                                                                           ****
   Gdy zapadł zmrok, Kotołaczka wróciła do swoich obowiązków, a ja wyszedłem przed namiot- oczekując na przybycie wojowników.
   Dwóch Nimfów już stało opartych o skrzynie z prowiantem. Tak jak się spodziewałem, Wertil i Kelo, nierozłączna dwójka śniegowych nimf.
   Cztery kobiety kazały na siebie czekać aż kilka godzin, najwyraźniej wśród kobiet rozgorzała prawdziwa mała wojna.
    Poobijane, zmęczone i w kompletnym nieładzie- Sziran, Dirra i dwie nimfy których nie znałem, ale wyglądały na panujące nad deszczem.
   - Jestem Kropla, a to moja matka Ulewa. Obie będziemy odpowiedzialne za deszcz.
   - Ja oczywiście przywołuje huragan, prawda dowódcooo?
   - Ja będę przywoływać grad - Dirra wlepiła spojrzenie w swoje stopu i pogładziła rogi, jakby była zakłopotana.
    - My będziemy odpowiedzialni za śnieg - rzekł Wertil - i mam nadzieję, że wyruszamy jeszcze dzisiaj. Nie mam zamiaru czekać, aż kobiety doprowadzą się do porządku.
   Arogancki dupek. Nie umie się chyba zachować, ale no cóż, to jeden z Nimfów, cenny wojownik, pewnie wychowano go pod kloszem "Jesteś wspaniały, najlepszy, jedyny i niezastąpiony"...
    - To świetnie, możesz wyruszyć już dziś Wertilu! Na wyspę Nimf. Naucz się pokory wobec dowódców, bo tak się składa, że ja mam zamiar poczekać na nasze urocze panie, bez których ten atak nie ma sensu.
    - Jimono, słuchaj, kiedyś byłem lepszy od ciebie i nie wiem czemu niby ty tu dowodzisz, nie obchodzi mnie czy uwiodłeś tą kupę sierści, by załatwił ci stanowisko...
    Tego było za wiele. Bez zastanowienia zacząłem po cichu śpiewać modlitwy do natury. Trawa i pnącza oplotły go całego, piach wcisnął się między wolne miejsca, drzewa nachyliły się nad uwięzionym Nimfem i utworzyły kopułę, z której nie sposób było się wydostać. Z uśmiechem na ustach dokończyłem pieśń pochwalną do chmur, przywołując czarne obłoki nad tym pięknym więzieniem.
    - Ściśnięty i mokry mniej się odzywasz, podoba mi się to. Kiedyś może byłeś lepszy, ale te czasy należą już do przeszłości. Kelo, bądź tak miły i znajdź innego Nimfa który specjalizuje się w przywoływaniu śniegu. Nie toleruje takiego zachowania.
   Machnięciem ręki odesłałem trawy, piach, drzewa i chmury. Nimf upadł na kolana i zaczął pluć zieleniną na prawo i lewo. Najwyraźniej tworzę lepsze więzienia niż się spodziewałem...
   - Ty.. jak śmiałeś...
   - Wiesz co, nie miej mi tego za złe, obrażanie mnie weszło ci już może w krew, z czystej dziecinnej zazdrości, więc to olewam, ale widzisz... - podszedłem do niego i chwyciłem go za róg, przyciągając jego twarz do swojej, tak, bym mógł mu szepnąć do ucha - Nikki nie waż się obrażać. Nigdy.
~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Katarzyna Zduniak
Kelo, Kropla, Ulewa i Dirra:




Ulewa 
Kropla
Dirra

                             
Kelo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy