Po czterech dniach marszu dotarliśmy do Wielkiego Pustkowia. W dużym skrócie to równinno-pagórkowaty teren pełen długiej ciemno zielonej grubej trawy. Ciągnie się we wszystkie strony to trochę przerażające. Spojrzałem na to zmęczony.
- Jak myślisz ile zajmie nam pokonanie tego? - zapytałem.
Grimmir spoglądał w dal z zamyśleniem.
- Nie wiem. Ile wytrzymasz bez wody?
- Dwa, trzy dni. Potem stracę przytomność. Tak jak każdy zresztą.
- Więc musimy mieć nadzieję, że zajmie nam to mniej niż trzy dni. Ruszamy od razu?
- A jest na co czekać? - byłem zrezygnowany.
- Rozumiem, więc idziemy.
***
Szliśmy już dwa dni zatrzymaliśmy się tylko na sen i aby coś zjeść (to jedzenie znaczy myszy upolowane przez lisa). Jestem wykończony i strasznie chce mi się pić. Grimmir nie wygląda jakby czuł się lepiej ode mnie. Jedynym plusem jest to, że słońce jest cały czas schowane za chmurami. Minus tego zjawiska jest taki, że są to chmury burzowe i tylko czekamy, aż zacznie padać chociaż to może też plus. W tej chwili mamy postój i z trawy splatamy coś na kształt misek w ten sposób podczas deszczu zbierzemy choć trochę wody.
- Skończyłeś? - spytałem Grimmira trzymając w ręce gotowe naczynie.
- Myślę, że tak - odpowiedział.
Wstaliśmy i znowu ruszyliśmy w drogę.
Po godzinie chmury pociemniały i rozległ się pierwszy grzmot. Zeszliśmy z pagórka, nie było sensu szukać miejsca, w którym można by się schować. Tutaj po prostu czegoś takiego nie było. Usiedliśmy i wyjeliśmy nasze uplecione wcześniej miski, które położyliśmy kilka kroków od siebie. Założyłem sobie na głowę kaptur tak aby wiatr, który zaczynał wiać z kilkakrotnie większą siłą niż wcześniej mi go nie zwiał. Lisek wskoczył mi na kolana, a ja okryłem nas oboje ciaśniej peleryną głaszcząc go po grzbiecie.
- Alex? - powiedział nagle gryf.
- Co?
- Usiądźmy blisko siebie. Wtedy będę mógł okryć naszą trójkę skrzydłami i nie zmokniemy tak bardzo - wydawał się być zawstydzony, a mi nie uśmiechało się siedzenie tak blisko niego. Ale jeśli ubranie bardzo nasiąknie mi wodą będzie mi trudniej iść.
- Niech Ci będzie - powiedziałem cicho.
Grimmir usiadł koło nas i rozłożył skrzydła tworząc coś na wzór pierzastego dachu. W tym czasie delikatny deszczyk przeszedł w ulewę. Zagrzmiało tak mocno, że ja i lisek podskoczyliśmy. Mimowolnie przybliżyłem się do gryfa. Siedzieliśmy tak przez całą burzę, a trwała ona trzy godziny.
W końcu udało nam się pokonać całe Wielkie Pustkowie zajęło nam to trzy dni i gdyby nie burza prawdopodobnie umarlibyśmy z odwodnienia. Jesteśmy niedaleko kamiennego traktu, który jest jedną z najbardziej znanych i ruchliwych dróg w Arnorze. Przez ten gościniec przewija się naprawdę dużo łowców co czyni go też najbardziej niebezpiecznym dla Dzieci Nocy.
- Grimmir? Jak Ty zamierzasz przejść nie zwracając na siebie uwagi? - mi do głowy nie wpadł żaden pomysł, a on od pewnego czasu wyraźnie nie ma ochoty ze mną rozmawiać.
- Polecę w pobliżu. W nocy jak trochę zejdziesz z drogi będziemy mogli się spotkać.
- Możemy spróbować, ale wydaje mi się to trochę niebezpieczne.
- Cała ta wyprawa jest niebezpieczna jakbyś nie zauważył - chamska odpowiedź wnerwionego gryfa. Znowu mam ochotę mu przywalić. -,- Spojrzałem na niego spod oka i razem z lisem ruszyliśmy przed siebie nie zwracając uwagi na Grimmira.
- Alex, czekaj...
- Spadaj stąd bo cię ktoś zobaczy! - wysyczałem w jego stronę wściekły i szybkim krokiem ruszyłem traktem pod górę. Zostawiając zszokowanego przyjaciela za sobą.
Na drodze byli tylko pojedynczy ludzie, na szczęście nie zwracali zbytniej uwagi na chłopca z lisem. Co pozwoliło im w miarę bezpieczne iść przez trzy dni w ciągu których nie rozmawiałem ani nie spotkałem z Grimmirem. Moja złość już przeszła, ale teraz nie chciałem bardzo zbaczać z drogi, bo na szlaku pojawiało się coraz więcej ludzi. Pod wieczór zeszliśmy mały kawałek z rozpaliłem maleńkie ognisko jak co noc aby nie zmarznąć, lisek przyniósł mi kilka myszy - sam swoje już zjadł - i uwalił się koło mnie. Usłyszałem trzepot potężnych skrzydeł i zaskoczony spojrzałem na w kierunku z którego pochodził dźwięk. To był Grimmir! Co za idiota! Przecież ktoś może co tutaj zobaczyć! Nie oddaliłem się zbytnio od drogi. Podszedł do mnie był wyraźnie wściekły.
- Zamierzałeś w ogóle zainteresować się co się ze mną stało czy zostawiły byś mnie samego?!
- Grimmir uspokój się bo...
- Bo co?! - wkurzył się na dobre - Tak traktujesz przyjaciela?! Nie chciałeś si...
Zanim pomyślałem przywaliłem mu policzek niebezpieczne blisko dzioba, trochę mnie zabolało.
- Mógłbyś się zamknąć ja się o Ciebie martwiłem, ale nie mogłem wejść dalej w las bo bym się zgubił, a teraz jesteśmy za blisko drogi, a co jak ktoś Cię tu zobaczy? - wysapałem wszystko trzymając się za bolącą rękę.
- Nie widziałem że aż tak się o mnie martwisz - powiedział cicho gryf.
- Idź już spotkamy się na końcu tej przeklętej drogi.
- Dobrze do zobaczenia.
Dzień, noc i następny dzień spędziłem idąc w końcu dotarłem do miejsca gdzie droga rozchodziła się na dwoje. Jedna odnoga ciągła się dalej w góry, druga schodziła niżej i właśnie na tą się skierowałem. Po chwili zobaczyłem kolejny punkt mojej podróży co prawda z góry i pewnego oddalenia, ale wszędzie widać było zbiorniki wodne, szczere to nigdy przedtem nie widziałem czegoś takiego. A więc tak wygląda Kraina Tysiąca Jezior...
~~~~~~~
Autorka: Zuzanna "Shinigami"
Wielka Równina:
- Jak myślisz ile zajmie nam pokonanie tego? - zapytałem.
Grimmir spoglądał w dal z zamyśleniem.
- Nie wiem. Ile wytrzymasz bez wody?
- Dwa, trzy dni. Potem stracę przytomność. Tak jak każdy zresztą.
- Więc musimy mieć nadzieję, że zajmie nam to mniej niż trzy dni. Ruszamy od razu?
- A jest na co czekać? - byłem zrezygnowany.
- Rozumiem, więc idziemy.
***
Szliśmy już dwa dni zatrzymaliśmy się tylko na sen i aby coś zjeść (to jedzenie znaczy myszy upolowane przez lisa). Jestem wykończony i strasznie chce mi się pić. Grimmir nie wygląda jakby czuł się lepiej ode mnie. Jedynym plusem jest to, że słońce jest cały czas schowane za chmurami. Minus tego zjawiska jest taki, że są to chmury burzowe i tylko czekamy, aż zacznie padać chociaż to może też plus. W tej chwili mamy postój i z trawy splatamy coś na kształt misek w ten sposób podczas deszczu zbierzemy choć trochę wody.
- Skończyłeś? - spytałem Grimmira trzymając w ręce gotowe naczynie.
- Myślę, że tak - odpowiedział.
Wstaliśmy i znowu ruszyliśmy w drogę.
Po godzinie chmury pociemniały i rozległ się pierwszy grzmot. Zeszliśmy z pagórka, nie było sensu szukać miejsca, w którym można by się schować. Tutaj po prostu czegoś takiego nie było. Usiedliśmy i wyjeliśmy nasze uplecione wcześniej miski, które położyliśmy kilka kroków od siebie. Założyłem sobie na głowę kaptur tak aby wiatr, który zaczynał wiać z kilkakrotnie większą siłą niż wcześniej mi go nie zwiał. Lisek wskoczył mi na kolana, a ja okryłem nas oboje ciaśniej peleryną głaszcząc go po grzbiecie.
- Alex? - powiedział nagle gryf.
- Co?
- Usiądźmy blisko siebie. Wtedy będę mógł okryć naszą trójkę skrzydłami i nie zmokniemy tak bardzo - wydawał się być zawstydzony, a mi nie uśmiechało się siedzenie tak blisko niego. Ale jeśli ubranie bardzo nasiąknie mi wodą będzie mi trudniej iść.
- Niech Ci będzie - powiedziałem cicho.
Grimmir usiadł koło nas i rozłożył skrzydła tworząc coś na wzór pierzastego dachu. W tym czasie delikatny deszczyk przeszedł w ulewę. Zagrzmiało tak mocno, że ja i lisek podskoczyliśmy. Mimowolnie przybliżyłem się do gryfa. Siedzieliśmy tak przez całą burzę, a trwała ona trzy godziny.
W końcu udało nam się pokonać całe Wielkie Pustkowie zajęło nam to trzy dni i gdyby nie burza prawdopodobnie umarlibyśmy z odwodnienia. Jesteśmy niedaleko kamiennego traktu, który jest jedną z najbardziej znanych i ruchliwych dróg w Arnorze. Przez ten gościniec przewija się naprawdę dużo łowców co czyni go też najbardziej niebezpiecznym dla Dzieci Nocy.
- Grimmir? Jak Ty zamierzasz przejść nie zwracając na siebie uwagi? - mi do głowy nie wpadł żaden pomysł, a on od pewnego czasu wyraźnie nie ma ochoty ze mną rozmawiać.
- Polecę w pobliżu. W nocy jak trochę zejdziesz z drogi będziemy mogli się spotkać.
- Możemy spróbować, ale wydaje mi się to trochę niebezpieczne.
- Cała ta wyprawa jest niebezpieczna jakbyś nie zauważył - chamska odpowiedź wnerwionego gryfa. Znowu mam ochotę mu przywalić. -,- Spojrzałem na niego spod oka i razem z lisem ruszyliśmy przed siebie nie zwracając uwagi na Grimmira.
- Alex, czekaj...
- Spadaj stąd bo cię ktoś zobaczy! - wysyczałem w jego stronę wściekły i szybkim krokiem ruszyłem traktem pod górę. Zostawiając zszokowanego przyjaciela za sobą.
Na drodze byli tylko pojedynczy ludzie, na szczęście nie zwracali zbytniej uwagi na chłopca z lisem. Co pozwoliło im w miarę bezpieczne iść przez trzy dni w ciągu których nie rozmawiałem ani nie spotkałem z Grimmirem. Moja złość już przeszła, ale teraz nie chciałem bardzo zbaczać z drogi, bo na szlaku pojawiało się coraz więcej ludzi. Pod wieczór zeszliśmy mały kawałek z rozpaliłem maleńkie ognisko jak co noc aby nie zmarznąć, lisek przyniósł mi kilka myszy - sam swoje już zjadł - i uwalił się koło mnie. Usłyszałem trzepot potężnych skrzydeł i zaskoczony spojrzałem na w kierunku z którego pochodził dźwięk. To był Grimmir! Co za idiota! Przecież ktoś może co tutaj zobaczyć! Nie oddaliłem się zbytnio od drogi. Podszedł do mnie był wyraźnie wściekły.
- Zamierzałeś w ogóle zainteresować się co się ze mną stało czy zostawiły byś mnie samego?!
- Grimmir uspokój się bo...
- Bo co?! - wkurzył się na dobre - Tak traktujesz przyjaciela?! Nie chciałeś si...
Zanim pomyślałem przywaliłem mu policzek niebezpieczne blisko dzioba, trochę mnie zabolało.
- Mógłbyś się zamknąć ja się o Ciebie martwiłem, ale nie mogłem wejść dalej w las bo bym się zgubił, a teraz jesteśmy za blisko drogi, a co jak ktoś Cię tu zobaczy? - wysapałem wszystko trzymając się za bolącą rękę.
- Nie widziałem że aż tak się o mnie martwisz - powiedział cicho gryf.
- Idź już spotkamy się na końcu tej przeklętej drogi.
- Dobrze do zobaczenia.
Dzień, noc i następny dzień spędziłem idąc w końcu dotarłem do miejsca gdzie droga rozchodziła się na dwoje. Jedna odnoga ciągła się dalej w góry, druga schodziła niżej i właśnie na tą się skierowałem. Po chwili zobaczyłem kolejny punkt mojej podróży co prawda z góry i pewnego oddalenia, ale wszędzie widać było zbiorniki wodne, szczere to nigdy przedtem nie widziałem czegoś takiego. A więc tak wygląda Kraina Tysiąca Jezior...
~~~~~~~
Autorka: Zuzanna "Shinigami"
Wielka Równina:
![]() |
| Równina :'D |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.