Zaraz po tym jak Cecily opuściła namiot, Cycil podniósł się do siadu. Przetarł dłonią twarz i rozejrzał po ich prowizorycznym pokoju.
Części uzbrojenia walały się dosłownie wszędzie. Jego siostra nie potrafiła utrzymać porządku, a Cycil miał zbyt dużo na głowie, by zajmować się porządkowaniem. Musiał ciężko pracować na wygody, które razem z siostrą otrzymywali na froncie.
On jako doskonały strateg i wojownik miał wiele przywilejów, którymi dzielił się z bliźniaczką.
Wstał z leżanki i wzrokiem odszukał swój strój bojowy. Skórzany napierśnik i spodnie sięgające kolan. Szybko się ubrał i wiążąc długie włosy w koński ogon wypadł z namiotu.
Obozowisko tętniło życiem. Niektóre z elfów ostrzyły swoje bronie, inne rozmawiały przy stołach zrobionych z mniejszych drzewek i taboretach z pni dębów.
Kiedy Cycil manewrował między namiotami większość kompanów witała się z nim skinieniami głowy, bądź życzliwymi i pełnymi szacunku pozdrowieniami.
Każdy w obozie poznawał jego jak i Cecily. Byli tam sławni, chociaż nie tylko tam. Krążyli plotki, że obywatele całego kraju i pobliskich wysp szeptali między sobą ich imiona, z nadzieją, że to właśnie rodzeństwo pozbędzie się króla tyrana.
Taki mieli zamiar, jednak zdawali sobie sprawę jakie to trudne. Cycil nie chciał ryzykować życia siostry. Nie potrafiłby bez niej funkcjonować, a wiedział, że gdyby on zginął Cecily załamałaby się, lub zrobiła coś gorszego. Dlatego na razie czekali, spokojnie szli naprzód razem z innymi istotami na froncie.
Nie chciał pośpiechu. Czekał tyle lat na zemstę, mógł poczekać jeszcze kilka chwil.
Doszedł do centralnego punktu obozowiska - ogromnego namiotu dowódcy oddziału - Dragha.
Jedną ręką odgarnął koc służący za drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka.
Nie zaskoczyło go to, że wnętrze świeciło pustkami. Spokojnie usiadł na jednym z pieńków, ustawionych wokół okrągłego stołu i zaczął wybijać palcami równy rytm.
Po niecałych pięciu minutach do uszu Cycila dobiegł szmer, nie odwracając się powiedział:
- Dragha, dlaczego każesz mi się zrywać o świcie, a sam się spóźniasz? - mówił to serdecznym głosem. Dragha był jego starym przyjacielem.
- Przyjacielu, przecież wiesz jak trudno w tych czasach o dobre piwo. - mężczyzna zaśmiał się chrapliwie i usiadł obok Cycila, stawiając przed nim drewniany kufel.
- Pij, bo to twoje ostatnie piwo w tym miejscu.
Cycil spojrzał na Dragha. Był starszy od niego o dziesięć lat. Długie brązowe włosy miał powiązane w niezdarne dredy i warkoczyki a miedzy nimi powplatane były koraliki i piórka. W jego oczach czaiła się dzika furia, coś niedopuszczalnego u elfa, ponieważ zazwyczaj były one opanowane i zimne, przynajmniej z pozoru. Nos miał zakrzywiony u nasady, efekt wielu złamań i przetrąceń.
- Jak to ostatnie, o czym ty mówisz? - trochę go zaniepokoiła informacja od przyjaciela i dowódcy. Złapał kufel prawą dłonią i podłożył do ust. Wziął przeciągłego łyka.
- Kończysz swoją służbę na froncie. Razem z siostrą wyruszycie wgłąb Kontynentu. Będziecie naszymi wtykami. - Zrobił pauzę na wolny oddech - Przykro mi, ale nie miałem innego wyboru. Wyruszacie po zmroku. - To mówiąc zakończył dyskusję, której Cycil chciał się podjąć.
Nie mógł tak po prostu zabrać Cecily i wyruszyć w podróż po Kontynencie. Front - to było ich marzenie. Nie jakieś zbieranie informacji i szlajanie się od wioski do wioski.
- Chyba robisz sobie ze mnie jaja! - Machnął dłonią i przypadkiem strącił kufel Dragha. - Dlaczego tak nagle?! - Podniósł się gwałtownie a jego serce galopowało jak oszalałe. Wbił wściekłe spojrzenie w przyjaciela.
- Uspokój się, pamiętaj, że to ja jestem dowódcą. - mężczyzna podniósł drewniany kufel i położył go z powrotem na stole. - Oddziały ze wschodu zostały wciągnięte w masakrę, rozumiesz to? Rozgromili ich w drobny mak. Medyków, samych nieuzbrojonych, pierdolonych medyków! - Cycil zauważył, że przyjacielowi zaczęła drgać żyła na szyi. - I to nie było zwyczajne zabijanie, paf i po zabawie. Wyobraź sobie ich rozprute ciała porozwalane po całym polu, pomyśl co czuli kiedy każdego po kolei rozpruwali. Ręką, noga, ucho, każdy palec po kolei. - Cycil poczuł nagłe mdłości, starał się sobie tego nie wyobrażać.
- Pojechałem tam. Brak wiadomości od medyków zaniepokoił mnie. - Ucichł na chwilę i przejechał dłonią po twarzy. - Widziałem stan końcowy. Nie chcę już nigdy więcej tego widzieć.
Zapadła długa i ciężka cisza. Cycil bał się ją przerwać. Jednak musiał.
- A co to ma wspólnego z wysłaniem mnie z tą cholerną misją?
- Zrozum, że dzięki tobie będziemy mogli uniknąć kolejnej masakry. Będziesz szpiegował oddziały króla, razem z siostrą dowiadywał się o każdym jego posunięciu. Jesteście najlepsi. W was cała nadzieja. Dzięki wam możemy wygrać tą bitwę, a potem wojnę.
Dragha wstał od stołu, poklepał Cycila po ramieniu i opuścił namiot, nic nie mówiąc.
- Dzięki stary, dzięki. - Wymamrotał do swoich dłoni i wstał.
Puścił się biegiem w stronę miejsca gdzie Cecily miała mieć wartę. Jedyne czego potrzebował to swojej siostry, ona była odpowiedzią na każde pytanie i lekiem na wszystkie rany, nawet te wewnątrz.
~~~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Fortis
Obóz Elficki:
Części uzbrojenia walały się dosłownie wszędzie. Jego siostra nie potrafiła utrzymać porządku, a Cycil miał zbyt dużo na głowie, by zajmować się porządkowaniem. Musiał ciężko pracować na wygody, które razem z siostrą otrzymywali na froncie.
On jako doskonały strateg i wojownik miał wiele przywilejów, którymi dzielił się z bliźniaczką.
Wstał z leżanki i wzrokiem odszukał swój strój bojowy. Skórzany napierśnik i spodnie sięgające kolan. Szybko się ubrał i wiążąc długie włosy w koński ogon wypadł z namiotu.
Obozowisko tętniło życiem. Niektóre z elfów ostrzyły swoje bronie, inne rozmawiały przy stołach zrobionych z mniejszych drzewek i taboretach z pni dębów.
Kiedy Cycil manewrował między namiotami większość kompanów witała się z nim skinieniami głowy, bądź życzliwymi i pełnymi szacunku pozdrowieniami.
Każdy w obozie poznawał jego jak i Cecily. Byli tam sławni, chociaż nie tylko tam. Krążyli plotki, że obywatele całego kraju i pobliskich wysp szeptali między sobą ich imiona, z nadzieją, że to właśnie rodzeństwo pozbędzie się króla tyrana.
Taki mieli zamiar, jednak zdawali sobie sprawę jakie to trudne. Cycil nie chciał ryzykować życia siostry. Nie potrafiłby bez niej funkcjonować, a wiedział, że gdyby on zginął Cecily załamałaby się, lub zrobiła coś gorszego. Dlatego na razie czekali, spokojnie szli naprzód razem z innymi istotami na froncie.
Nie chciał pośpiechu. Czekał tyle lat na zemstę, mógł poczekać jeszcze kilka chwil.
Doszedł do centralnego punktu obozowiska - ogromnego namiotu dowódcy oddziału - Dragha.
Jedną ręką odgarnął koc służący za drzwi i pewnym krokiem wszedł do środka.
Nie zaskoczyło go to, że wnętrze świeciło pustkami. Spokojnie usiadł na jednym z pieńków, ustawionych wokół okrągłego stołu i zaczął wybijać palcami równy rytm.
Po niecałych pięciu minutach do uszu Cycila dobiegł szmer, nie odwracając się powiedział:
- Dragha, dlaczego każesz mi się zrywać o świcie, a sam się spóźniasz? - mówił to serdecznym głosem. Dragha był jego starym przyjacielem.
- Przyjacielu, przecież wiesz jak trudno w tych czasach o dobre piwo. - mężczyzna zaśmiał się chrapliwie i usiadł obok Cycila, stawiając przed nim drewniany kufel.
- Pij, bo to twoje ostatnie piwo w tym miejscu.
Cycil spojrzał na Dragha. Był starszy od niego o dziesięć lat. Długie brązowe włosy miał powiązane w niezdarne dredy i warkoczyki a miedzy nimi powplatane były koraliki i piórka. W jego oczach czaiła się dzika furia, coś niedopuszczalnego u elfa, ponieważ zazwyczaj były one opanowane i zimne, przynajmniej z pozoru. Nos miał zakrzywiony u nasady, efekt wielu złamań i przetrąceń.
- Jak to ostatnie, o czym ty mówisz? - trochę go zaniepokoiła informacja od przyjaciela i dowódcy. Złapał kufel prawą dłonią i podłożył do ust. Wziął przeciągłego łyka.
- Kończysz swoją służbę na froncie. Razem z siostrą wyruszycie wgłąb Kontynentu. Będziecie naszymi wtykami. - Zrobił pauzę na wolny oddech - Przykro mi, ale nie miałem innego wyboru. Wyruszacie po zmroku. - To mówiąc zakończył dyskusję, której Cycil chciał się podjąć.
Nie mógł tak po prostu zabrać Cecily i wyruszyć w podróż po Kontynencie. Front - to było ich marzenie. Nie jakieś zbieranie informacji i szlajanie się od wioski do wioski.
- Chyba robisz sobie ze mnie jaja! - Machnął dłonią i przypadkiem strącił kufel Dragha. - Dlaczego tak nagle?! - Podniósł się gwałtownie a jego serce galopowało jak oszalałe. Wbił wściekłe spojrzenie w przyjaciela.
- Uspokój się, pamiętaj, że to ja jestem dowódcą. - mężczyzna podniósł drewniany kufel i położył go z powrotem na stole. - Oddziały ze wschodu zostały wciągnięte w masakrę, rozumiesz to? Rozgromili ich w drobny mak. Medyków, samych nieuzbrojonych, pierdolonych medyków! - Cycil zauważył, że przyjacielowi zaczęła drgać żyła na szyi. - I to nie było zwyczajne zabijanie, paf i po zabawie. Wyobraź sobie ich rozprute ciała porozwalane po całym polu, pomyśl co czuli kiedy każdego po kolei rozpruwali. Ręką, noga, ucho, każdy palec po kolei. - Cycil poczuł nagłe mdłości, starał się sobie tego nie wyobrażać.
- Pojechałem tam. Brak wiadomości od medyków zaniepokoił mnie. - Ucichł na chwilę i przejechał dłonią po twarzy. - Widziałem stan końcowy. Nie chcę już nigdy więcej tego widzieć.
Zapadła długa i ciężka cisza. Cycil bał się ją przerwać. Jednak musiał.
- A co to ma wspólnego z wysłaniem mnie z tą cholerną misją?
- Zrozum, że dzięki tobie będziemy mogli uniknąć kolejnej masakry. Będziesz szpiegował oddziały króla, razem z siostrą dowiadywał się o każdym jego posunięciu. Jesteście najlepsi. W was cała nadzieja. Dzięki wam możemy wygrać tą bitwę, a potem wojnę.
Dragha wstał od stołu, poklepał Cycila po ramieniu i opuścił namiot, nic nie mówiąc.
- Dzięki stary, dzięki. - Wymamrotał do swoich dłoni i wstał.
Puścił się biegiem w stronę miejsca gdzie Cecily miała mieć wartę. Jedyne czego potrzebował to swojej siostry, ona była odpowiedzią na każde pytanie i lekiem na wszystkie rany, nawet te wewnątrz.
~~~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Fortis
Obóz Elficki:
![]() |
| Obóz z portem |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.