Jestem pustką. Naczyniem nie wypełnionym. Bezsensowną egzystencją. Bytem niepotrzebnym. Chowam się między światem realnym, a fikcją. Nie mam swojego miejsca. Jestem niczym.
Nie miałam łatwego życia. Nie mam. Rodzice starali się mnie wychować, na kogoś wspaniałego, wyniosłego. Kogoś, kto będzie dowodził naszym rodem. Kogoś, o kim z dumą będą wspominać przez wiele pokoleń. Nie wiem dlaczego to robili. Może dlatego, że sami nic nie osiągnęli? Nie wiem. Ich życie polegało na pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Ja nie chciałam takiego życia. Od zawsze wiedziałam, że jestem inna, że do nich nie pasuję. Starałam się w pewien sposób przekazywać im to co czuję. Niestety moje sygnały nie były przez nich odbierane. Nic nie brali na poważnie. Wszystko uznawali, za wygłupy małego dziecka. Kochałam ich, ale ich wymagania mnie przerosły. Musisz być najlepszą we wszystkim i ze wszystkich. Tu nie było miejsca na pomyłkę. Wszystko musiało pracować jak w zegarku. Codziennie treningi siłowe, jak i umysłowe. Chcieli bym była kimś, żebym nie skończyła jak oni - biedne pospólstwo, nie mające prawa głosu. Musiałam obserwować każdego i brać z niego przykład. Koszmar. Chciałam być sobą, chciałam być Arisą. Moje zachowanie, ubranie, styl bycia, wszystko było inne od Arisy, którą byłam, a którą chcieli, bym się stała. Ich wygórowane oczekiwania nie były dla mnie przyjemnością. Wieczorami płakałam do poduszki, nasłuchując, czy kogoś nie ma w pobliżu. Ważne wampiry nie mogą pozwolić sobie na nie panowanie nad emocjami. To byłby wstyd. Moja udręka miała się skończyć w dniu siedemnastych urodzin. Miałam stać się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Od urodzenia byłam wampirem, lecz w naszej rodzinie była tradycyjna ceremonia przyłączenia, na którą miałam iść. Przez siedemnaście lat dzieciństwa miałam udowodnić, że zasługuję na moje nazwisko, że mogę zostać jedną z Dark'ów oraz, że mogę przystąpić do ceremonii. O rytuale słyszałam wiele rzeczy, ale to jak wyglądał przerosło moje oczekiwania. Według opowieści miałam zostać poddana próbom: inteligencji, sprawności, zachowania, czystości. Nikt nic więcej nie wiedział, a raczej tak tylko mówili. Inteligencja - bułka z masłem, kilka pytań z historii wampirów. Sprawność - moje codzienne treningi były gorsze. Zachowania - jak wiadomo francuska elegancja, zachowanie jak na dworze królewskim, nic nowego. Czystość... Kompletnie jej nie pojmowałam. Stałam przed stolikiem, z czarnego marmuru. Na środku znajdowała się mała, czerwona buteleczka. Jej zawartość pachniała skoszoną trawą, różami i pędami bambusa. Przechyliłam delikatnie naczynie, a kropla napoju wpadła mi do ust. Smakowała jak najlepsza czekolada, z nadzieniem różanym. Zapragnęłam więcej. Pragnienie nie było do wytrzymania. Oczy mi spuchły i zrobiły się czerwone. Usta posiniały. Nie wiedziałam, co się dzieje. Myślałam, że jak zaraz nie wypiję reszty, umrę. To śmieszne. W wieku 17 lat wampir ma umrzeć. Po wielu wewnętrznych bitwach zemdlałam. Gdy się ocknęłam, rodzice stali nade mną. Ich twarze były nie wyraźne. Wyglądali jakby płakali, a może się śmiali.. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam było bardzo ciemne. Jedynym światłem, była przepalająca się już niebieska żarówka, znajdująca się tuż nad moją głową. Mówili coś ale nie wiedziałam co. Chciałam podrapać się po szyi, ale ból przeszył moje ciało. Delikatnie dotknęłam miejsca, które tak zabolało. Znajdowała się tam rana. Dokładniej dwie, koło siebie, jakby... od kłów. Gdy wszystko zaczęło do mnie dochodzić okazało się, że przeszłam próbę, a tym napojem była ludzka krew. Tyle bólu i cierpienia dla krwi? Żałosne. Jako dziecko nie potrzebowałam jej. Zwykłe jedzenie mi wystarczało. Jedynie gdy zachorowałam, bądź, gdy się skaleczyłam, podawali mi trochę krwi jelenia, czasami łosia. Najstarszy z naszego rodu w zamian za oddanie niewielkiej ilości swojej krwi na moją próbę, chciał wynagrodzenia w postaci mojej, stąd rana na szyi. Po kilku dniach "odpoczynku" wypuścili mnie do domu. Nie wiedziałam, co chcieli osiągnąć poprzez moją, kilkudniową kwarantannę, ale wyglądali na zadowolonych. Ja też byłam. Teraz już byłam pełnoprawnym członkiem rodziny. Teraz mogłam powiedzieć, że jestem wampirem. Teraz, kiedy byłam traktowana, jako dorosła, kiedy byłam dorosła, mogłam się stamtąd wynieść. Mogłam zacząć nowe życie, mogłam być szczęśliwa. Mogłam. Kiedy natrafiła mi się okazja nie chciałam z niej skorzystać. Było mi wszystko obojętne. Moje serce skamieniało. Moje serce zmarło. Wszystkie emocje mnie opuściły. Czułam, że upadam. Spadam w dół, czarny i bez końca. Nie obchodziło mnie już nic. Rodzina, znajomi, czy to, co powiedzą inni. Chciałam skulić się w kącie i patrzeć przed siebie. To było dla mnie najbardziej komfortowe. Po tych wszystkich staraniach, poświęceniach, po tym wszystkim, co osiągnęłam, chciałam się wycofać. Chciałam, aby mój kres nadszedł. Żebym była prochem - jednością z ziemią. Nie chciałam brać udziału w kole fortuny, jakim jest życie. Zawsze wychodziłam na bankruta. Nienawidziłam siebie. Tej, która bała się postawić raz, a dobrze. Tej, która wolała cierpieć, niż być tą, która krzywdzi innych. Tej, która chcąc być szczerą, miała dwie twarze. Nienawidziłam jej. Nienawidzę i teraz. Moja dusza wrzeszczała, a ciało pozostawało nie wzruszone. Co zrobiłam źle? Chciałam wszystkim dogodzić, a potem się ulotnić, by być sobą, by być spełnioną, by być szczęśliwą. Nie zdążyłam. Umarłam tam w środku. Każdy dzień stał się dla mnie taki sam. Bez koloru, bez smaku. Wszystko co czyniło mnie przepełnioną wielkimi nadziejami zniknęło. Odnajdę to? Odnajdę siebie? Nie wiem. Dlatego muszę odejść. W takim stanie, na pewno nie będę pomocą, a jedynie przeszkodą. Chce znaleźć miejsce, gdzie będę pasować. Gdzie mnie zaakceptują, taką jaką jestem. Gdzie moje uczucia odrodzą się na nowo. Gdzie będę mogła żyć. Wyruszam w podróż po Arnorze. Przepraszam moich rodziców, ale tak będzie lepiej. Jak nie dla nich to dla mnie. Nie chcę zabijać, ale mój głód jest nie pohamowany. Zasypiam, a gdy się budzę jestem cała we krwi. Ludzkiej krwi. Stałam się narzędziem do zabijania. Czy o to im chodziło? Tak ma wyglądać reszta mojego życia? Na tym polegała ta ceremonia? Na zamianę w potwora? Upadłam. Nie mogę wstać. Nie tutaj. Jestem pustką. Naczyniem nie wypełnionym. Bezsensowną egzystencją. Bytem niepotrzebnym. Chowam się między światem realnym, a fikcją. Nie mam swojego miejsca. Jestem niczym. Jeżeli tu pozostanę, to się nie zmieni. Żegnajcie.
~~~~~~~~
Autorka: Patrycja
Arisa:
Nie miałam łatwego życia. Nie mam. Rodzice starali się mnie wychować, na kogoś wspaniałego, wyniosłego. Kogoś, kto będzie dowodził naszym rodem. Kogoś, o kim z dumą będą wspominać przez wiele pokoleń. Nie wiem dlaczego to robili. Może dlatego, że sami nic nie osiągnęli? Nie wiem. Ich życie polegało na pracy, pracy i jeszcze raz pracy. Ja nie chciałam takiego życia. Od zawsze wiedziałam, że jestem inna, że do nich nie pasuję. Starałam się w pewien sposób przekazywać im to co czuję. Niestety moje sygnały nie były przez nich odbierane. Nic nie brali na poważnie. Wszystko uznawali, za wygłupy małego dziecka. Kochałam ich, ale ich wymagania mnie przerosły. Musisz być najlepszą we wszystkim i ze wszystkich. Tu nie było miejsca na pomyłkę. Wszystko musiało pracować jak w zegarku. Codziennie treningi siłowe, jak i umysłowe. Chcieli bym była kimś, żebym nie skończyła jak oni - biedne pospólstwo, nie mające prawa głosu. Musiałam obserwować każdego i brać z niego przykład. Koszmar. Chciałam być sobą, chciałam być Arisą. Moje zachowanie, ubranie, styl bycia, wszystko było inne od Arisy, którą byłam, a którą chcieli, bym się stała. Ich wygórowane oczekiwania nie były dla mnie przyjemnością. Wieczorami płakałam do poduszki, nasłuchując, czy kogoś nie ma w pobliżu. Ważne wampiry nie mogą pozwolić sobie na nie panowanie nad emocjami. To byłby wstyd. Moja udręka miała się skończyć w dniu siedemnastych urodzin. Miałam stać się pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Od urodzenia byłam wampirem, lecz w naszej rodzinie była tradycyjna ceremonia przyłączenia, na którą miałam iść. Przez siedemnaście lat dzieciństwa miałam udowodnić, że zasługuję na moje nazwisko, że mogę zostać jedną z Dark'ów oraz, że mogę przystąpić do ceremonii. O rytuale słyszałam wiele rzeczy, ale to jak wyglądał przerosło moje oczekiwania. Według opowieści miałam zostać poddana próbom: inteligencji, sprawności, zachowania, czystości. Nikt nic więcej nie wiedział, a raczej tak tylko mówili. Inteligencja - bułka z masłem, kilka pytań z historii wampirów. Sprawność - moje codzienne treningi były gorsze. Zachowania - jak wiadomo francuska elegancja, zachowanie jak na dworze królewskim, nic nowego. Czystość... Kompletnie jej nie pojmowałam. Stałam przed stolikiem, z czarnego marmuru. Na środku znajdowała się mała, czerwona buteleczka. Jej zawartość pachniała skoszoną trawą, różami i pędami bambusa. Przechyliłam delikatnie naczynie, a kropla napoju wpadła mi do ust. Smakowała jak najlepsza czekolada, z nadzieniem różanym. Zapragnęłam więcej. Pragnienie nie było do wytrzymania. Oczy mi spuchły i zrobiły się czerwone. Usta posiniały. Nie wiedziałam, co się dzieje. Myślałam, że jak zaraz nie wypiję reszty, umrę. To śmieszne. W wieku 17 lat wampir ma umrzeć. Po wielu wewnętrznych bitwach zemdlałam. Gdy się ocknęłam, rodzice stali nade mną. Ich twarze były nie wyraźne. Wyglądali jakby płakali, a może się śmiali.. Pomieszczenie, w którym się znajdowałam było bardzo ciemne. Jedynym światłem, była przepalająca się już niebieska żarówka, znajdująca się tuż nad moją głową. Mówili coś ale nie wiedziałam co. Chciałam podrapać się po szyi, ale ból przeszył moje ciało. Delikatnie dotknęłam miejsca, które tak zabolało. Znajdowała się tam rana. Dokładniej dwie, koło siebie, jakby... od kłów. Gdy wszystko zaczęło do mnie dochodzić okazało się, że przeszłam próbę, a tym napojem była ludzka krew. Tyle bólu i cierpienia dla krwi? Żałosne. Jako dziecko nie potrzebowałam jej. Zwykłe jedzenie mi wystarczało. Jedynie gdy zachorowałam, bądź, gdy się skaleczyłam, podawali mi trochę krwi jelenia, czasami łosia. Najstarszy z naszego rodu w zamian za oddanie niewielkiej ilości swojej krwi na moją próbę, chciał wynagrodzenia w postaci mojej, stąd rana na szyi. Po kilku dniach "odpoczynku" wypuścili mnie do domu. Nie wiedziałam, co chcieli osiągnąć poprzez moją, kilkudniową kwarantannę, ale wyglądali na zadowolonych. Ja też byłam. Teraz już byłam pełnoprawnym członkiem rodziny. Teraz mogłam powiedzieć, że jestem wampirem. Teraz, kiedy byłam traktowana, jako dorosła, kiedy byłam dorosła, mogłam się stamtąd wynieść. Mogłam zacząć nowe życie, mogłam być szczęśliwa. Mogłam. Kiedy natrafiła mi się okazja nie chciałam z niej skorzystać. Było mi wszystko obojętne. Moje serce skamieniało. Moje serce zmarło. Wszystkie emocje mnie opuściły. Czułam, że upadam. Spadam w dół, czarny i bez końca. Nie obchodziło mnie już nic. Rodzina, znajomi, czy to, co powiedzą inni. Chciałam skulić się w kącie i patrzeć przed siebie. To było dla mnie najbardziej komfortowe. Po tych wszystkich staraniach, poświęceniach, po tym wszystkim, co osiągnęłam, chciałam się wycofać. Chciałam, aby mój kres nadszedł. Żebym była prochem - jednością z ziemią. Nie chciałam brać udziału w kole fortuny, jakim jest życie. Zawsze wychodziłam na bankruta. Nienawidziłam siebie. Tej, która bała się postawić raz, a dobrze. Tej, która wolała cierpieć, niż być tą, która krzywdzi innych. Tej, która chcąc być szczerą, miała dwie twarze. Nienawidziłam jej. Nienawidzę i teraz. Moja dusza wrzeszczała, a ciało pozostawało nie wzruszone. Co zrobiłam źle? Chciałam wszystkim dogodzić, a potem się ulotnić, by być sobą, by być spełnioną, by być szczęśliwą. Nie zdążyłam. Umarłam tam w środku. Każdy dzień stał się dla mnie taki sam. Bez koloru, bez smaku. Wszystko co czyniło mnie przepełnioną wielkimi nadziejami zniknęło. Odnajdę to? Odnajdę siebie? Nie wiem. Dlatego muszę odejść. W takim stanie, na pewno nie będę pomocą, a jedynie przeszkodą. Chce znaleźć miejsce, gdzie będę pasować. Gdzie mnie zaakceptują, taką jaką jestem. Gdzie moje uczucia odrodzą się na nowo. Gdzie będę mogła żyć. Wyruszam w podróż po Arnorze. Przepraszam moich rodziców, ale tak będzie lepiej. Jak nie dla nich to dla mnie. Nie chcę zabijać, ale mój głód jest nie pohamowany. Zasypiam, a gdy się budzę jestem cała we krwi. Ludzkiej krwi. Stałam się narzędziem do zabijania. Czy o to im chodziło? Tak ma wyglądać reszta mojego życia? Na tym polegała ta ceremonia? Na zamianę w potwora? Upadłam. Nie mogę wstać. Nie tutaj. Jestem pustką. Naczyniem nie wypełnionym. Bezsensowną egzystencją. Bytem niepotrzebnym. Chowam się między światem realnym, a fikcją. Nie mam swojego miejsca. Jestem niczym. Jeżeli tu pozostanę, to się nie zmieni. Żegnajcie.
~~~~~~~~
Autorka: Patrycja
Arisa:
![]() |
| Arisa |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.