sobota, 25 lipca 2015

Historia Cycila i Cecily .1.

Kolejny świt, kolejny dzień na froncie.
Cecily leżała z głową na nagim torsie jej brata bliźniaka. Prawą dłoń trzymała na podbrzuszu Cycila i kręciła małe kółeczka kciukiem. Robiła to nieświadomie, co jakiś czas łapała się na głaskaniu brata po skórze na różnych częściach ciała. Nie uważała tego za złe. Potrzebowała jego bliskości i świadomości, że z nią jest, że jest żywy, że wciąż ma kogoś na tym okrutnym świecie.
Poczuła jego dłoń na swoich nagich plecach, w tym samym czasie przeszedł po ciele elfki przyjemny dreszcz.
Poprzedniego wieczora zasnęli w plątaninie rąk i nóg, z wilgotnymi od potu nagimi ciałami.
Większość ich towarzyszy na froncie nie akceptowała dziwnej relacji Rodzeństwa Wojny. Cecily to nie przeszkadzało, jednak Cycil był inny.
Był inteligentniejszy od siostry, zdystansowany zawsze nad wszystkim długo rozważał i wybierał najbezpieczniejszą opcję.
Prosił Cecily, żeby starała się być dyskretna. Jak zwykle robiła wszystko o co prosił brat.
- Cycil. - Powiedziała lekko zaspanym głosem i podniosła głowę. Długie czarne włosy były splątane i brudne od ziemi i trawy. Kiedy brat nie odpowiedział postanowiła go delikatnie szturchnąć dłonią. - Cycil, obudź się.
Mężczyzna mlasnął i otworzył jedno oko. Cecyli zawsze zazdrościła bratu ich koloru - wspaniały odcień szmaragdu. Błyszczący inteligencją, spokojny i przyjazny wzrok ich matki.
Za to córka miała rozbiegane, wiecznie gniewne, burzowo-błękitne oczy ojca.
- Już świta? Tak szybko? - Podniósł się na łokciach, zmuszającym tym samym siostrę, by wstała.
Cycil przetarł dłonią twarz i odrzucił czarne włosy do tyłu. To był idealny moment, żeby po raz ostatni przyjrzeć się idealnemu ciału brata.
Szerokie ramiona, wyrzeźbiony brzuch, blizny na klatce piersiowej - to wszystko sprawiało, że Cecily brakło oddechu w piersiach.
Przygryzła wargę i odrzuciła wełniany koc, którym byli przykryci. Całkiem naga zeszła z prowizorycznego łóżka i sięgnęła po swoje rzeczy.
Mundur elfów był dość skąpy, dzięki czemu nie mieli żadnych problemów z bezszelestnym poruszaniem się i swoimi specyficznymi atakami. Nic ich nie ograniczało.
Na górną część ciała nałożyła skórzaną kamizelkę bez rękawów, potem ochraniacze na nadgarstki i wierzchnie strony dłoni. Po czym schyliła się po spodnie z tego samego materiału co kamizelka. Sięgały powyżej kolan, więc piszczele chroniły tylko skórzane ochraniacze, przez co łydki były odsłonięte.
- Wychodzę pierwsza, zaraz zmieniam Myela na warcie. - Skierowała się w stronę wyjścia z namiotu. - Nie spóźnij się na naradę. - Obdarowała brata ostatnim uśmiechem i zniknęła za zasłoną, której używali jako drzwi.
Szybkim krokiem ruszyła między namiotami, witając się z towarzyszami. Większość wojowników było elfami. Ich oddział został wysłany na wschód od głównej kwatery powstańców, gdzie mieli odeprzeć atak jednego z najliczniejszych oddziałów Nieśmiertelnego Króla.
Cecyli naliczyła już dwunasty dzień bezsensownego wyczekiwania, tysiące rany mówiła bratu, by zabrał głos na obradach, żeby ruszyli naprzeciw przeciwnikowi, jednak to nic nie dawało.
Wyszła z obozu i powędrowała w górę niedużego strumienia, gdzie miała przejąć wartę. Poruszała się, nawet jak na elfa, zwinnie i bezszelestnie. Między innymi właśnie tego nauczyła się od nimf, które przygarnęły ją i brata.
Po kilku minutach marszu i wspinaczki dotarła do szczytu, gdzie rosło ogromne drzewo.
- Psst, Ceci. - Usłyszała nad sobą znajomy głos.
Spojrzała w górę, tuż nad głową Cecily wisiał młody elf, ze srebrzystymi włosami i jaskrawoniebieskimi oczami.
- Przyszłaś mnie zmienić? W końcu, nudno jest dzisiaj. - Z gracją zeskoczył z drzewa i wylądował na nogach w małym przysiadzie. - Jak zwykle wyglądasz przepięknie!- mówił z podekscytowaniem małego dziecka.
Myel miał szesnaście lat, dopiero niedawno dołączył do ich oddziału, ale od samego początku zadziwiał swoją techniką walki i prędkością wspinaczek. Potrafił bez najmniejszego problemu wejść po pionowej ścianie, za co Cecily go podziwiała.
- Przestań Myel, zbieraj się. Zaraz będzie śniadanie. - Poczochrała go po srebrnych włosach, po czym usiadła pod drzewem, zajmując wygodną pozycję. - Jak coś zostanie to możesz mi potem przynieść. - Zerknęła na niego i lekko się uśmiechnęła. Chłopiec był jedynym elfem w oddziale, któremu Cecily bezgranicznie ufała, oczywiście oprócz jej brata.
- Jasne Ceci!- Odwrócił się i zaczął zbiegać z wzgórza. - Specjalnie dla ciebie ukryję trochę chleba! - Zachichotał, pomachał Cecily i zniknął między drzewami.
Elfka wyciągnęła nogi przed siebie i zaczęła uważnie obserwować tereny rozciągające na południe od obozowiska.
Nikt nie wiedział skąd nadciągną siły nieprzyjaciela, jednak każdy zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej czy później ruszą do walki.
A Cycil i Cecili będą mieli szansę dokonać okrutnej zemsty na królu. Tylko po to dołączyli do kompanii na froncie i stali się elitą wśród wojowników, znani jako Bezlitosne Ostrza, lub Rodzeństwo Wojny.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Autorka: Fortis
Cycil i Cecili:
Po prawej Cecili po lewej Cycil

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy