- Panie dowódcooo.. Proszę się pospieszyć do jasnej cholery, ile można czekać!
Westchnąłem przeciągle i wlepiłem wzrok w sufit wielkiego namiotu, udając że nie słyszę jak moja adiutantka wydziera się na cały obóz. Próbowała mnie zaciągnąć na wcześniejszą dodatkową naradę wojenną. Nic z tego! Nie jestem tam przecież potrzebny!
- Panie dowódcooo... Mówią że nasz oddział będzie mógł w końcu połączyć się z Żywiołakami!
O, a to ci nowość, zaczęła kłamać... Sturlałem się z pryczy i upadłem na ziemię. Zacząłem słuchać jej pieśni i poprosiłem by mnie pokryła.
Podniosłem się i przyjrzałem swojemu ciału. Zostało pokryte glebą i kępkami trawy, ziemia ubrała mnie w stopniu wystarczającym, bym mógł przegonić młodą nimfę spod swojego namiotu.
- Sziran, skarbie - wyszedłem z namiotu i zmrużyłem oczy - byłabyś tak łaskawa i znikła, dopóki nie zacznie się narada wieczorna?
- Ale dowódcooo, ja nie kłamię, oni na serio nam pozwolili! Wzywają pana pilnie na naradę, i cytuję "ma się ubrać jak na dowódcę przystało, nie jest już u siebie, żeby latać ubrany w kieckę z trawy"... To był cytat, proszę się nie denerwować na mnie.
Zmarszczyłem brwi i prychnąłem z oburzeniem. Wszędzie musiałem chodzić w zbroi, zbroja mnie ogranicza! I co z tego że ją przystosowali, co z tego, że jest z giętkiej stali! Na Boga, przecież ja walcząc używam natury, nie miecza.
Odwróciłem się napięcie i wróciłem do namiotu. Na samym jego środku, stał ubrany manekin. ściągnąłem z niego lniane, krótkie spodnie, ochraniacze na nogi z elastycznej stali i lekką kolczugę. Hełm z otworami na moje rogi rzuciłem na pryczę i zacząłem się ubierać.
Na to wszystko naciągnąłem przepaskę z łusek smoka i płaszcz generalski sięgający kolan. Wyglądałem jak kretyn (to moja osobista sugestia) wolałem już paradować w samej przepasce, ale skoro nie mogę...
Na koniec założyłem hełm, uważając by nie powyrywać nim wszystkich włosów i nie zarysować rogów. Ułożyłem swoje białe kołtuny tak, by nie wpadały mi na twarz. przejrzałem się w lustrze i prychnąłem cicho.
- Ja jestem błaznem z Królewskiego Zamku czy wojownikiem? Do kroćset, nienawidzę tego...
Wymaszerowałem jak burza, nie oglądając się na moją szczebioczącą Adiutantkę. Jej sposób mówienia doprowadzał mnie do szewskiej pasji, pierwsze słowa zawsze przeciągała w głupkowaty sposób, siląc się na dziecinne brzmienie. Gdyby nie to, że jej umiejętności walki stoją na najwyższym szczeblu, to kopniakiem odesłałbym ją na wyspę.
W namiocie narad czekali na mnie inni generałowie i nasza Słodka Pani Nikka. Dziś jak zwykle prezentowała się nienagannie, włosy miała związane w gruby warkocz, umięśnione ciało odziała w czarny gorset i czarną przepaskę... CHWILECZKĘ!
- To ja mam się stroić jak paw, a ty sobie możesz latać na wpół nago?!
- Znaj swoje miejsce, czy ty wiesz do kogo mówisz?!- jeden z doradców Nikki poderwał się z siedzenia i był już gotów bronić honoru swojej pani.
- Cero, siadaj, To przecież Jimono, mój brat. Może się do mnie zwracać jak chce, gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj, więc to ty go teraz przeprosisz, a nie on mnie.
Cero łypną na mnie spod krzaczastych brwi i mrukną coś, co zapewne miało być przeprosinami.
Nie jestem prawdziwym bratem Nikki, ale już tak się przyjęło, że ja mówię do niej Siostro, a ona do mnie Bracie.
Nie mogłem liczyć na lepszy początek dnia.
- Ja jestem tak ubrana, bo w przeciwieństwie do ciebie latam po całym obozie, jak nie na smoku, to jako Kotołak. Ty masz jedną naradę w ciągu dnia, a ja pięć. Gdybym ubierała się w oficjalny strój, prawdopodobnie w połowie dnia mogłabym już wyciskać pot z jego strzępów.
Przyznałem jej rację, ja poza walkami, których było niewiele, nie miałem nic do roboty. Moja rasa znalazła się wraz z Żywiołakami i Rusałkami na piątej linii frontu. Byliśmy mniej... wojowniczy, przynajmniej większość. Używaliśmy siły natury, czyli mogliśmy wywołać sztorm, burzę, wichurę, tornado, grad, śnieg... No i ta walka wręcz. Nie miałem pretensji, że wylądowaliśmy prawie na szarym końcu, jako wsparcie.
Ale gdybyśmy mogli połączyć siły z Żywiołakami... Kilka tygodni temu wysunąłem pewną hipotezę. Co by było, gdyby Nimfa władająca mocą wywoływania śniegu, połączyła siły z Żywiołakiem lodu..?
- Mam nadzieję, że wszyscy wiedzą po co się tu zebraliśmy. Nakłoniłam radę z pierwszej linii frontu do zmiany zdania, ale musicie im pokazać na co was stać, czy to jasne?
...Otrzymalibyśmy Zamieć lodową. A gdyby do tej zamieci lodowej dodać deszcz? Marznący deszcz. A gdyby tą zamieć z marznącym deszczem wesprzeć za pomocą tornada? I tak dalej i tak dalej. Ale Rada wojenna nie pozwoliła na takie działania. Uważali, że moglibyśmy stracić panowanie nad tym, co by powstało, w efekcie, armia Dzieci Nocy byłaby zagrożona. . .
- Jimono, macie pozwolenie. Zbierz najlepsze Nimfy i Nimfów. Żywiołaki zgromadzi Haron.
Żywiołak ognia mrugnął do mnie z uśmiechem. Najwyraźniej nie tylko ja miałem dość bezczynności.
Dopełniłem nużących formalności, rozmawiając o szczegółach akcji aż do pory obiadowej. Gdy wniesiono skromne posiłki, było już po wszystkim. Zjedliśmy więc w pośpiechu i każdy udał się do swoich oddziałów, by wybrać wojowników, którzy wyruszą na pierwszą linię frontu.
Sziran jak zwykle trajkotała.
Uciszyłem ją jednym zdaniem.
- Będziesz jedną z wojowniczek, które wraz ze mną stawią się na pierwszej linii frontu.
- Jaaa? O jejku, naprawdę? Mój huragan w końcu się na coś przyda!
I w końcu będziesz zbyt zajęta panowaniem nad sobą, by mi zawracać dupę gadaniem...
~~~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Katarzyna Zduniak :D
Jimono i Sziran:
Westchnąłem przeciągle i wlepiłem wzrok w sufit wielkiego namiotu, udając że nie słyszę jak moja adiutantka wydziera się na cały obóz. Próbowała mnie zaciągnąć na wcześniejszą dodatkową naradę wojenną. Nic z tego! Nie jestem tam przecież potrzebny!
- Panie dowódcooo... Mówią że nasz oddział będzie mógł w końcu połączyć się z Żywiołakami!
O, a to ci nowość, zaczęła kłamać... Sturlałem się z pryczy i upadłem na ziemię. Zacząłem słuchać jej pieśni i poprosiłem by mnie pokryła.
Podniosłem się i przyjrzałem swojemu ciału. Zostało pokryte glebą i kępkami trawy, ziemia ubrała mnie w stopniu wystarczającym, bym mógł przegonić młodą nimfę spod swojego namiotu.
- Sziran, skarbie - wyszedłem z namiotu i zmrużyłem oczy - byłabyś tak łaskawa i znikła, dopóki nie zacznie się narada wieczorna?
- Ale dowódcooo, ja nie kłamię, oni na serio nam pozwolili! Wzywają pana pilnie na naradę, i cytuję "ma się ubrać jak na dowódcę przystało, nie jest już u siebie, żeby latać ubrany w kieckę z trawy"... To był cytat, proszę się nie denerwować na mnie.
Zmarszczyłem brwi i prychnąłem z oburzeniem. Wszędzie musiałem chodzić w zbroi, zbroja mnie ogranicza! I co z tego że ją przystosowali, co z tego, że jest z giętkiej stali! Na Boga, przecież ja walcząc używam natury, nie miecza.
Odwróciłem się napięcie i wróciłem do namiotu. Na samym jego środku, stał ubrany manekin. ściągnąłem z niego lniane, krótkie spodnie, ochraniacze na nogi z elastycznej stali i lekką kolczugę. Hełm z otworami na moje rogi rzuciłem na pryczę i zacząłem się ubierać.
Na to wszystko naciągnąłem przepaskę z łusek smoka i płaszcz generalski sięgający kolan. Wyglądałem jak kretyn (to moja osobista sugestia) wolałem już paradować w samej przepasce, ale skoro nie mogę...
Na koniec założyłem hełm, uważając by nie powyrywać nim wszystkich włosów i nie zarysować rogów. Ułożyłem swoje białe kołtuny tak, by nie wpadały mi na twarz. przejrzałem się w lustrze i prychnąłem cicho.
- Ja jestem błaznem z Królewskiego Zamku czy wojownikiem? Do kroćset, nienawidzę tego...
Wymaszerowałem jak burza, nie oglądając się na moją szczebioczącą Adiutantkę. Jej sposób mówienia doprowadzał mnie do szewskiej pasji, pierwsze słowa zawsze przeciągała w głupkowaty sposób, siląc się na dziecinne brzmienie. Gdyby nie to, że jej umiejętności walki stoją na najwyższym szczeblu, to kopniakiem odesłałbym ją na wyspę.
W namiocie narad czekali na mnie inni generałowie i nasza Słodka Pani Nikka. Dziś jak zwykle prezentowała się nienagannie, włosy miała związane w gruby warkocz, umięśnione ciało odziała w czarny gorset i czarną przepaskę... CHWILECZKĘ!
- To ja mam się stroić jak paw, a ty sobie możesz latać na wpół nago?!
- Znaj swoje miejsce, czy ty wiesz do kogo mówisz?!- jeden z doradców Nikki poderwał się z siedzenia i był już gotów bronić honoru swojej pani.
- Cero, siadaj, To przecież Jimono, mój brat. Może się do mnie zwracać jak chce, gdyby nie on, nie byłoby mnie tutaj, więc to ty go teraz przeprosisz, a nie on mnie.
Cero łypną na mnie spod krzaczastych brwi i mrukną coś, co zapewne miało być przeprosinami.
Nie jestem prawdziwym bratem Nikki, ale już tak się przyjęło, że ja mówię do niej Siostro, a ona do mnie Bracie.
Nie mogłem liczyć na lepszy początek dnia.
- Ja jestem tak ubrana, bo w przeciwieństwie do ciebie latam po całym obozie, jak nie na smoku, to jako Kotołak. Ty masz jedną naradę w ciągu dnia, a ja pięć. Gdybym ubierała się w oficjalny strój, prawdopodobnie w połowie dnia mogłabym już wyciskać pot z jego strzępów.
Przyznałem jej rację, ja poza walkami, których było niewiele, nie miałem nic do roboty. Moja rasa znalazła się wraz z Żywiołakami i Rusałkami na piątej linii frontu. Byliśmy mniej... wojowniczy, przynajmniej większość. Używaliśmy siły natury, czyli mogliśmy wywołać sztorm, burzę, wichurę, tornado, grad, śnieg... No i ta walka wręcz. Nie miałem pretensji, że wylądowaliśmy prawie na szarym końcu, jako wsparcie.
Ale gdybyśmy mogli połączyć siły z Żywiołakami... Kilka tygodni temu wysunąłem pewną hipotezę. Co by było, gdyby Nimfa władająca mocą wywoływania śniegu, połączyła siły z Żywiołakiem lodu..?
- Mam nadzieję, że wszyscy wiedzą po co się tu zebraliśmy. Nakłoniłam radę z pierwszej linii frontu do zmiany zdania, ale musicie im pokazać na co was stać, czy to jasne?
...Otrzymalibyśmy Zamieć lodową. A gdyby do tej zamieci lodowej dodać deszcz? Marznący deszcz. A gdyby tą zamieć z marznącym deszczem wesprzeć za pomocą tornada? I tak dalej i tak dalej. Ale Rada wojenna nie pozwoliła na takie działania. Uważali, że moglibyśmy stracić panowanie nad tym, co by powstało, w efekcie, armia Dzieci Nocy byłaby zagrożona. . .
- Jimono, macie pozwolenie. Zbierz najlepsze Nimfy i Nimfów. Żywiołaki zgromadzi Haron.
Żywiołak ognia mrugnął do mnie z uśmiechem. Najwyraźniej nie tylko ja miałem dość bezczynności.
Dopełniłem nużących formalności, rozmawiając o szczegółach akcji aż do pory obiadowej. Gdy wniesiono skromne posiłki, było już po wszystkim. Zjedliśmy więc w pośpiechu i każdy udał się do swoich oddziałów, by wybrać wojowników, którzy wyruszą na pierwszą linię frontu.
Sziran jak zwykle trajkotała.
Uciszyłem ją jednym zdaniem.
- Będziesz jedną z wojowniczek, które wraz ze mną stawią się na pierwszej linii frontu.
- Jaaa? O jejku, naprawdę? Mój huragan w końcu się na coś przyda!
I w końcu będziesz zbyt zajęta panowaniem nad sobą, by mi zawracać dupę gadaniem...
~~~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Katarzyna Zduniak :D
Jimono i Sziran:
![]() |
| Jimono |
![]() |
| Sziran |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.