"Istota, która zabija z prostej chęci zabijania, nie powinna mieć prawa do życia, ani do godnej śmierci" - to były słowa, które wiodły mnie z Wioski Dwóch Słońc do Wioski Mroku. Słowa mego ojca- maga bardzo potężnego, za co go szanowałem i zbyt naiwnego kierując się wartościami moralnymi- za co było mi go żal. To go zgubiło. Zabito go, gdyż się go obawiali. On nie walczył, by bronić mą matkę, siostrę i mnie. Nie walczył by bronić? Brzmi dziwnie, prawda? Otóż to właśnie te jego własne zasady głoszące, że magia nie powinna służyć do zabijania. Myślał, że Zasiadający na Tronie - gdyż prędzej byłbym gotów odgryźć sobie język, niż nazwać tego diabła królem bądź władcą, jest na tyle wyrozumiały i ufny. Ojciec spełnił swe zamierzenie tylko połowicznie, gdyż udało mu się uratować tylko część rodziny.
Gdy został skazany na śmierć razem z turą innych, przeciętnych Dzieci Nocy, które w żadnym życiu nie byłyby w stanie dorównać jego potędze, naszą matkę i nas zamknięto w lochach byśmy czekali na swoją kolej. Jednak nasza matka przechytrzyła ludzi Soraka. Zgłębiała ona trudną i potężną magię umysłu i zanim jeszcze została zakuta w nefrytowe kajdany, użyła zaklęcia autoiluzji, by mieć czas na teleportowanie mnie i siostry w bezpiecznie miejsce, sama skazując się na śmierć w okrutnych boleściach.
Zaklęcie matki przeniosło nas z powrotem do naszej rodzinnej wioski- Wioski Dwóch Słońc. Zastaliśmy tam tylko zgliszcza! Zgliszcza wszystkiego, co było naszą przeszłością, co było częścią nas! Nasz dom strawił ogień... Wszystko przez tego parszywca...
Miałem wtedy osiem lat, a Nebel zaledwie sześć. Zrozumiałem, że od teraz to ja jestem za nią odpowiedzialny. Postanowiłem nigdy nie popełnić błędów ojca- nie mogłem być naiwnym głupcem. Gdy przyszła pora na Wybranie Drogi, czyli podjęcie decyzji jaką magię będziemy praktykować, mimo odradzań i przestróg Starszyzny, zostałem czarnym magiem. Nie chciałem byś sprawcą zła na świecie, chciałem mu zaprzestać. Okrutna magia przeciw okrutnemu barbarzyńcy. Ogień zwalczaj ogniem. To stało się moim celem. Czarna magia to zwodnicza potęga. Zatruwa dusze tych, którzy próbują ja poskromić. Za wszelką cenę starałem się nie dać jej sobą zawładnąć. I wiedziałem, że to nigdy się nie stanie. Nie póki Nebel nade mną czuwała.
Jest młodsza, ale jej opiekuńczość i dobroć ochraniały mnie od szaleństwa. Bez wahania zabiłbym każdego, kto ośmieliłby się ją skrzywdzić. Jednak wiedziałem, że to nie jest już bezradna mała dziewczynka. Nebel z upływem tych dwudziestu lat stała się na prawdę silnym magiem żywiołów. I biada temu, który miałby zmierzyć się z nią w pojedynku. Była podobna do ojca. Wyjątkiem była jedna cecha, która bardzo mnie cieszyła- nie była naiwna. Dobroć ojca i spryt matki, świetny kompan podróży. Jednak czy byłbym gotów prosić ją o towarzyszenie w śmiertelnie groźnej wyprawie?
***
Nastała noc. Nebel już spała. Wstałem z łóżka i zszedłem do piwnicy, była tam już moja zbroja i długi lśniący miecz. Magowi nie było to potrzebne, ale przez lata uczyłem się walki mieczem, czułem się z nim pewniej, ponadto nastały takie czasy gdy większe zaufanie budził rycerz niż mag.
Zarzuciłem na plecy płaszcz z wilczej skóry i wymknąłem się pod osłoną nocy, starając się by nie zbudzić Nebel. Wioska w ciszy ukrywała swoje istnienie. Było to niezwykle spokojne miejsce. Wszedłem w głąb lasu, przecinając mieczem chaszcze pojawiające się na drodze. Gwiazdy i księżyc oświetlały mi drogę, a wycie wilków towarzyszyło mi za plecami. Właśnie... Za blisko. Odwróciłem się pośpiesznie, zaciskając pięść, gotową do zaklęcia, a druga ręka rozgrzewała rękojeść miecza. Ogromne paprocie przede mną zaczęły się poruszać, a z nich zaczęło dobiegać ciche powarkiwanie. Po chwili dostrzegłem blask wilczych oczu. Zaatakuje czy nie? Wilk wyłonił się i stanął przede mną jak równy z równym. Nie atakował. Bacznie mnie obserwował, a jego wzrok w końcu skupił się na mieczu. Odgadłem o co chodzi zwierzęciu. Opuściłem go powoli, a wilk wtedy przybliżył się do mnie i obwąchał mi dłonie. Co z nim nie tak? Możliwe, że był udomowiony? Nie. Nikt już nie udomawia wilków. Szare zwierzę zaczęło krążyć wokół mnie, ale ja nie miałem na to czasu. Ruszyłem w kierunku gościńca, jednak wilk nie odstępował mi na krok. Dobrze więc, wygląda na to, że mam towarzysza podróży.
Gdy razem ze swym towarzyszem doszliśmy do gościńca, automatycznie ukryliśmy się za wielkim głazem słysząc dźwięk końskich kopyt. Po chwili na gościńcu pojawił się mały oddział wojsk Soraka. Nie stanowił zagrożenia. Już byłem gotowy wyskoczyć zza głazu i rzucić się do walki, gdy nagle poczułem na ramieniu chłodną dłoń. Odwróciłem się ostrożnie i ujrzałem postać o bladej cerze i śnieżnobiałych długich włosach.
- Postradałeś zmysły?! - ofuknęła mnie Nebel, a wilk utkwił w niej wzrok jakby myślał, że chce mi zrobić krzywdę. - To nie czas na taką walkę!
- Czemu poszłaś za mną? - obrzuciłem ją chłodnym spojrzeniem, a ta zabrała mi rękę z ramienia.
- Lepszym pytaniem jest to dlaczego nie spytałeś czy pójdę z Tobą.
- Poradzę sobie w pojedynkę. To niebe...
- Nie dbam o to. - przerwała mi. - Trzymamy się razem, a ja na pewno nie będę ci kulą u nogi.
Miała rację. Nie była kimś kim ciągle musiałem się zajmować, ani kimś kto nie potrafiłby walczyć w razie niebezpieczeństwa. Była bardzo wartościowym członkiem kompanii.
- Mówiliśmy o czymś. - wyciągnęła rękę w kierunku wilka, a ten o dziwo pozwolił się pogłaskać.
- Krąg to coś na co szkoda zachodu. - ruszyłem w dół gościńca gdy wojska zniknęły, a Nebel i wilk za mną.
- Mylisz się. Mamy wspólnego wroga. W grupie bylibyśmy silniejsi i łatwiej byłoby nam go pokonać. - odgarnęła włosy na bok, a ja powoli zacząłem się irytować. - Dołączenie do Kręgu to dobry pomysł.
W gruncie rzeczy, znów miała trochę racji. Z Kręgiem szybciej dostanę się do Soraka. Nikt mnie nie zmusza to wyznawania ich zasad i poglądów. Nikt też całkowicie nie odbiera mi wolnej ręki.
- Nie ufam tym ludziom. - powiedziałem. - Ale mogą posłużyć jako broń.
- Ja tak tego nie traktuję, ale ty rób jak uważasz. - wzruszyła ramionami i wyszła przede mnie. - Ważne, że teraz naszym kierunkiem stały się Wysokie Góry. Zobaczysz, że się nie mylę.
- Nie wątpię. - mruknąłem i nasza trójka zeszła z gościńca i ruszyła przez las
~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Dark Sarcasm
Wygląd rodzeństwa:
![]() |
| DARIUS |
![]() |
| NABEL |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.