niedziela, 26 lipca 2015

Historia Kasanny .2.

   Za bramą spodziewałam się zobaczyć wiele rzeczy, ale nie to.
   Wszędzie stały stosy, otaczały Khewes jak drugi mur, ciągnęły się w nieskończoność- a na każdym z nich, walały się przypalone kości. Czaszka z rogami, pewnie była nimfą... O, a tamta przypomina psią, tylko jest dwa razy większa od przeciętnej- Pewnie wilkołak próbował uciec przemieniając się w chwili śmierci...
   Tylko mnie ten widok dotkną, ludzie przechodzili obok, nie zaprzątając sobie głowy czymś tak nie istotnym jak masowa egzekucja, której dokonano pewnie kilka dni temu.
   - Boże, daj mi znak bym się opanowała... - Bóg milczał.
   Zacisnęłam pięści i ruszyłam przed siebie, przepychając się między ludźmi. W myślach odmawiałam każdą modlitwę, której nauczyła mnie cyganka. Prosiłam o siłę i opanowanie, przecież nie mogłam się zmienić w takim miejscu. Rozszarpałabym kilka tych bezdusznych istot i co dalej? Pojmaliby mnie i spalili, może pomiędzy Nimfą, a Wilkołakiem...
   Naciągnęłam kaptur aż pod nos, moje oczy pewnie do reszty straciły ludzki wygląd. Kocie ślepia postrzegały przestrzeń inaczej, ludzie mieli dookoła siebie jasny zarys sylwetki, bruk pod stopami zioną chłodem- reagowały na ciepło, dlatego byłam tak dobra w łowach. Wcześniej pozwolono mi wyjść poza mury stolicy tylko dwa razy- zawsze wracałam z upolowanym jeleniem, zwisającym nonszalancko na moim ramieniu. Oczywiście, gdy widzieli mnie ludzie, to ciągnęłam to wielkie cielsko po ziemi, udając, że niezwykle się przy tym męczę... Wtedy zwykle ktoś podbiegał i mi pomagał. . .
   - Kasanna? - ktoś złapał mnie za ramię. Wzdrygnęłam się na dźwięk obcego głosu - Kasanno, nie poznajesz mnie?
    Wysoki blondyn górował nade mną o głowę. Wyglądał jak typowy wieśniak, który postanowił przyjść dziś na festiwal. Wielki, napakowany mięśniami i spocony...
   Spojrzałam  na natręta z zaciekawieniem, chciałam ocenić, jak szybko uda mi się od niego uciec...
   Ten jednak najwyraźniej czytał mi w myślach, bo zacisnął dłoń mocniej, niemal miażdżąc mi przy tym rękę.
   - Kasanno, to ja, Twój przyjaciel z dzieciństwa, poznajesz mnie teraz? - Spojrzał na mnie wyczekująco. Na jedną sekundę zobaczyłam jak jego źrenice stają się pionowe, jak tęczówka zmienia kolor...
    - Teraz Cię poznaje! Chodź, moja matka pewnie ucieszy się na twój widok! - Blefowałam jak jeszcze nigdy, czy na prawdę nikt tego nie zauważył?
    Chwyciłam go za nadgarstek i pociągnęłam za sobą. Dalej szłam na zachód, kierując się w stronę frontu. Do najbliższego ustronnego miejsca - Lasu Tysiąca Szeptów- pozostawała mila z kawałkiem, więc przyspieszyłam, chcąc się tam znaleźć jak najszybciej.
    Miałam wiele pytań do tego brutalnego bezczela. Skąd zna moje imię. Czemu mnie zaczepił, jaki ma cel, kim jest...
    Ale to musiało poczekać.
    Niebezpiecznie jest zaczynać tą rozmowę wśród ludzi, mogliby na nas donieść.
    A ja chciałam jeszcze trochę pożyć.
   - Wiesz, nigdzie mi się nie spieszy, możesz zwolnić...
   - Zamknij pysk. Jeszcze jedno słowo, a zacznę od ciebie UCIEKAĆ w tym momencie.
   Chyba załapał tą delikatną sugestię. Nie chciał bym się zdemaskowała przy wszystkich, więc przez resztę drogi truchtał za mną w milczeniu.
   Gdy dotarliśmy na obrzeża Lasu Tysiąca Szeptów, puściłam jego rękę i zaczęłam uciekać wgłąb, licząc na to, że zgubię niewygodnego towarzysza. Pytania pytaniami, mógł się okazać niebezpiecznym typem...
    Po drodze zaczęłam zrzucać z siebie ubrania, miałam zamiar przemienić się w Kotołaka w jak najszybszy sposób, zgubić go w lesie, wrócić po rzeczy i uciec w siną dal... Przemiana była błyskawiczna, mogłam zwiększyć swoje tępo.
   Gałęzie smagały moją twarz, podszycie drażniło poduszeczki łap, a ja niemal przewracałam się o własne nogi.
    Gdy miałam wrażenie, że już go zgubiłam, że mogę okrężną drogą wrócić po suknię, spodnie, koszulę i płaszcz...
   Złapał mnie za kark i przycisnął do ziemi całym ciężarem swojego ciała.
   Przestraszona jego siłą leżałam z szeroko otwartymi oczami. Był największym Kotołakiem, jakiego mogłam sobie wyobrazić. Przerastał mnie o dobre pół metra, a ja przecież mała nie byłam!
   Otworzyłam usta, by zawołać o pomoc, ale w tym samym momencie on nachylił się nade mną i...
   Ryknął mi prosto do ucha tak głośno, że oczy zaszły mi mgłą. Naprawdę, nieomal zemdlałam.
   - Skoro już przestałaś się opierać - odsuną ode mnie swój koci pysk - To zechciej mnie wysłuchać. Nazywam się Rhego, jestem jednym z dowódców Oddziału Wyzwolenia, pracuje dla Kręgu. Miałem cię wyciągnąć choćby siłą z miasta jakieś dziesięć lat temu, gdy zaczęłaś mniej więcej rozumieć kim naprawdę jesteś. Odkąd ci ludzie cię przygarnęli, byłaś obserwowana przez Zmiennokształtnych.
   - A-ale...
   -Nie przerywaj mi. - uciął - Zmiennokształtni mieli pilnować, byś nie ujawniła swojej tożsamości ludziom. A teraz nadarzyła się okazja, bym mógł Cię doprowadzić przed oblicze Nikki. Więc przeszedłem niemal sto mil, a ty mi chcesz uciec? O nie, niedoczekanie. Dasz się grzecznie zaprowadzić, albo zarzucę Cię sobie na plecy jak worek ziemniaków i nie będę zawrzał na Łowców. Czy to jasne?
    - J-jak słońce.
     Moja butność i arogancja uleciały bezpowrotnie.
    - I... Czy nie masz nic, co mogłabyś na sobie nosić po przemianie? Chociażby przepaskę, ponoć kobiety wstydzą się pokazywać swoje ciało, nawet gdy porasta je kocie futro.
    Jęknęłam w duchu, myśląc o tym, że przyjdzie mi spędzić wiele dni na wędrówce z tym gburem.
    To będzie męka...
~~~~~~~~~~~~~
Autorka: Katarzyna Zduniak
Rhego (Gbur xD):
Rhego jako Kotołak


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Autorzy lubią czytać komentarze, najlepiej szczere, bo wtedy mogą się czegoś nauczyć.

Obserwatorzy